Magdasf1
Kura domowa;)
Dorota ja sie nie gniewam, ale o ile dobrze pamietam to separacja miala byc jak znowu cie zawiedzie...znowu sie napije...
ups ale chyba znowu to zrobil.
moze nie powinnam tego pisac bo nie jestem taka wylewna jak Ty, ale w zeszlym roku tez mialam rozstac sie z mezem, mielismy taki powazny kryzys i nawet juz mielismy skladac wniosek rozwodowy, pogubilismy sie obydwoje, i ja nie widzialam innego wyjscia jak tylko rozstanie, a mojemu m. juz tez nie za bardzo sie chcialo. I tutaj stalo sie cos czego u ciebie nie widze, obydwoje pomyslelismy co mozemy stracic, zastanowilismy sie ile tak naprawde znaczymy dla siebie, i ze bycie razem to nie takie hop siup tylko ciezka praca, praca obu stron!!.
Ja zrozumialam ze bardzo go kocham i zrobie wszystko zeby bylo dobrze, on tez cyba to zrozumial bo teraz jest miedzy nami jak jeszcze nigdy nie bylo, i to juz od dluzszego czasu.
Czasami trzeba sie rozstac zeby zobaczyc co mozemy stracic, czasami trzeba cos poswiecic zeby byc szczesliwym, my poswiecilismy trche czasu, nerwow i to nie tylko naszyc ale i Zosi nad czym bardzo ubolewam, bo ona ucierpiala nad tym najbardziej.
Ty tylko straszysz, i twoj m. wie ze na tym sie skonczy, pytasz sie nas o rady, ja to rozumiem bo pewnie sama bym szukala pomocy w takiej sytuacji, ale ciagle powielasz ten sam schemat, mowisz straszysz i ...wybaczasz. Co z tego ze bedziecie mieli osobne sypialnie??Chcesz go ukarac?? w taki sposob??
A to ze sadzisz ze twoj m. nie pomoze ci po rozwodzie...Dziewczyno to tylko o nim swiadczy, on tobie nie zrobi nazlosc, nie zrobi zle, co to za ojciec ktory bedzie utrudnial zycie wlasnej corce!!!!!!!!!!!
ups ale chyba znowu to zrobil.
moze nie powinnam tego pisac bo nie jestem taka wylewna jak Ty, ale w zeszlym roku tez mialam rozstac sie z mezem, mielismy taki powazny kryzys i nawet juz mielismy skladac wniosek rozwodowy, pogubilismy sie obydwoje, i ja nie widzialam innego wyjscia jak tylko rozstanie, a mojemu m. juz tez nie za bardzo sie chcialo. I tutaj stalo sie cos czego u ciebie nie widze, obydwoje pomyslelismy co mozemy stracic, zastanowilismy sie ile tak naprawde znaczymy dla siebie, i ze bycie razem to nie takie hop siup tylko ciezka praca, praca obu stron!!.
Ja zrozumialam ze bardzo go kocham i zrobie wszystko zeby bylo dobrze, on tez cyba to zrozumial bo teraz jest miedzy nami jak jeszcze nigdy nie bylo, i to juz od dluzszego czasu.
Czasami trzeba sie rozstac zeby zobaczyc co mozemy stracic, czasami trzeba cos poswiecic zeby byc szczesliwym, my poswiecilismy trche czasu, nerwow i to nie tylko naszyc ale i Zosi nad czym bardzo ubolewam, bo ona ucierpiala nad tym najbardziej.
Ty tylko straszysz, i twoj m. wie ze na tym sie skonczy, pytasz sie nas o rady, ja to rozumiem bo pewnie sama bym szukala pomocy w takiej sytuacji, ale ciagle powielasz ten sam schemat, mowisz straszysz i ...wybaczasz. Co z tego ze bedziecie mieli osobne sypialnie??Chcesz go ukarac?? w taki sposob??
A to ze sadzisz ze twoj m. nie pomoze ci po rozwodzie...Dziewczyno to tylko o nim swiadczy, on tobie nie zrobi nazlosc, nie zrobi zle, co to za ojciec ktory bedzie utrudnial zycie wlasnej corce!!!!!!!!!!!
i wsio szczesliwie zakonczylo!