Witajcie!
Widzę,że opowieści wigilijnych z teściami i rodzicami ciąg dalszy! Ja dodam tylko,że moja teściowa raczej długo u nas się nie pokaże po tych Świętach i Chrzcinach...Pisałam wam,że mnie wkurzyła,przez nią posprzeczałam się z mężem,stanęłam po jej stronie i to był mój duży błąd.Naskoczyłam na męża,zamiast go wspierać i teraz jest mi bardzo przykro z tego powodu,mimo że już między nami ok...ale i tak mam do siebie pretensje.Postaram się krótko.Zaoferowała swoją pomoc i obiecała przygotować na Wigilię pierogi(była do nas zaproszona),na Chrzciny na kolejny dzień jakąś sałatkę i załatwić tort oraz ciasta.Na torcie miało być napisane - Chrzest Święty Krzysia i data.Było tylko:Krzyś 25.12.2010(bez sensu tak jakby urodził się 25.12).Przed samą wigilią zadzwoniła i poprosiła o przełożenie wigilii na późniejszą godzinę bo sie nie wyrabia z pierogami.Jak się okazało wzięła się za nie 0 13.00 a Wigilia na 16.00.Mąż oczywiście odmówił bo mój brat z żoną mieli kolejną wigilię na 17.30,zresztą na następny dzień Chrzciny i trzeba było przecież jeden stół sprzątnąć,znowu zastawić,pomyć wszystko,zrobić sałatki,pokroić wędliny itd i przygotować siebie i dziecko w godzinach wieczornych i dlatego tak wcześnie miała być wigilia.Zadzwoniła za jakiś czas z wielkim fochem i prawie płaczem że pierogów nie będzie.Więc tłumaczę,że nic się nie stało,że niech przyjdzie,jedzenia pod dostatkiem itp itd...a ta wicie co?Wcale nie przyszła bo stwierdziła,że chce być sama!!!!! Na Chrzciny owszem przyszła,ale do Kościoła przyszła po alkoholu bo było od niej czuć,podeszła do nas i powiedziała, że potem przyjdzie do nas, bo musi jeszcze do siebie się wrócić,sądziłam że po sałatkę.A ta przyszła po godzinie,jak wszyscy już po obiedzie i czekaliśmy tylko na nią z tortem i szampanem...Najgorsze jest to że była wstawiona i pierwsze co to od progu do mnie i dziecka z łapami,żebym jej dała na ręce.Odmówiłam i ściemniłam ,że właśnie usypia(oczka zresztą mu się zamykały),a ta jak nie ryknie-no cholera,jeszcze go nie trzymałam ani razu!NO daj mi go.NO wiecie co aż się wszyscy popatrzyli na nią,dobrze że byli sami swoi bo mężowi byłoby bardzo wstyd.Końcówka była jeszcze lepsza.Posiedziała może 2 godziny i wyszła z wielkim fochem i jeszcze w przedpokoju stwierdziła na cały regulator że syn ma ją w d.u.p.i.e.A to dlatego,że nikt jej nie polał wódki(pili tylko trzej faceci),ale mąż nie chciał żeby piła bo była już wstawiona.Dopiero jak poszła to atmosfera się zrobiła fajna i wyluzowana i posiedzieliśmy sobie jeszcze długo.Mogłabym jeszcze pare sytuacji powiedzieć,ale szkoda palców i klawiatury naprawdę.W każdym razie na koniec dnia jak już wszyscy poszli ja nalałam sobie kieliszek czerwonego wina(za radą mamy) i wyszłam sobie na balkon zapalić(w tajemnicy przed mamą:-))i pojadłam troszke dobrych potraw ze stołu.Bo stwierdziłam,że nic się nie stanie jak dam niuniowi mieszankę w nocy i na kolejny dzień.Nerwy zeszły i obiecaliśmy sobie z mężem,że już nie będziemy się tak bez sensu sprzeczać miedzy sobą,bo mamy być dla siebie wsparciem.
Dagisu - ja biorę tabletki Azalia i nie tyję po nich,wręcz przeciwnie.Jeżeli chodzi o diety to ja polecam 1200 kalorii(nie pamiętam czy karmisz,jeśli tak to ta dieta narazie dla ciebie odpada,ale zawsze pozostaje MŻ,czyli dieta cud-mniej żreć hihi,też stosowałam) plus aktywność fizyczna.Przed swoim ślubem odchudziłam się ponad 10 kg właśnie jedząc praktycznie wszystko tylko o wiele mniej,jeździłam na rowerku stacjonarnym,chodziłam na basen (ale bardzo rzadko niestety) i ćwiczyłam w domu 8ABS,6Weidera - na brzuch i troche ćwiczeń rozciągających(coś podchodzącego pod pilates).Ja nie ufam dietom tematycznym,bo potem i tak zaczniesz jeść normalnie,czyi mięso,chleb,makarony itp itd i co? Zaczyna się wted efekt jo-jo,prędzej czy później.
Dobranocka- jeśli macie serdeczne relacje to nie widzę przeszkód aby sie razem spotkać,pod warunkiem że Twójmąż nie będzie miał nic przeciwko,tutaj pozwoliłabym mu na ostatnie decydujące zdanie.
Dziewczyny edytuję posta,żebyście mnie nie zlinczowały za tego papierosa.NIe pale w trakcie karmienia piersią,tylko teraz w te święta po tych nerwach mnie przycisnęło,ale potem nie karmiłam całą noc i pół dnia i mleko ściągnięte wylałam.Przed ciążą paliłam i ciężko mi czasem jak się zdenerwuje,ale jakoś dawałam radę do tej pory ale nie wytrzymałam w Święta,obiecuję że dopóki karmię to się nie powtórzy :-)