reklama

Październikowe Mamy 2010

ooo, fajnie, że jesteś Iduś ! nie no po prostu cudowny pomysł, żeby pójść za Wami do pokoju, gdzie poszliście uspakajać małą... cudownie... u nas pod tym względem było bardzo OK w święta.
a tego oglądania filmów z mężem i odsypiania dziecka to zazdroszczę...
 
reklama
...i po Świętach;-). Teraz trzeba odpocząć:-).

JOLI GRATULUJĘ SUWACZKA
Dziulka Twoja Leane też kończy dzisiaj 3 miechy! Gratki!!!

Ida trzymam kciuki za Ciebie i Michalinę. :-)

A ja właśnie robię drugie pranie;jest jeszcze trzecie,ale będzie musiało poczeka,ć,bo nie zmieści mi się na suszarce:szok:. Franek już trzeci raz dzisiaj zasnął. Mam nadzieję,że trochę sobie pośpi,bo te dwie poprzednie próby spania skończyły się na 15 minutowych drzemkach:no:.
 
Emiliab, moja Mała też dzisiaj tak śpi - to chyba skok rozwojowy. Marudzi, nie wie czego chce, uspokaja sie tylko wtulona we mnie, u męża buczy, je częściej ale mało. Dziwne.
Joli, Dziuleczka, gratuluję suwaczków! :)))))

Mam problem: Mój Ex ożenił się jakieś pół roku po mnie, mają dziecko starsze o niecały miesiąc od naszego (9 września). Dotąd siedział z żoną w stanach (tam chciała rodzić) a teraz wrócili (już chyba na stałe, choć spędził tam pół życia) no i chcą mnie odwiedzić. NAS odwiedzić. A mój M. coś się buntuje... Nie wiem na ile poważnie to mówi, bo na ogół nie bywa zazdrosny ( o co nawet czasem miałam do niego pretensje!!) Jak próbuję z nim pogadać to ucina temat. Co robić? Czy to głupi pomysł żeby się spotkać we dwie rodzinki z dziećmi? Ja uważam że mogłoby być fajnie - jego Agnieszka (wg mnie bardzo fajna babeczka!) też siedzi w domu ze swoim Mateuszkiem, może znajdziemy wspólny język i będzie fajnie...? Nie wiem co robić... :-(
 
a jak wyglądały Wasze kontakty po rozstaniu? i co spowodowało rozstanie?
mój też by miał na pewno jakieś ale, mi tam jego byłe by nie przeszkadzały, znam jedną, ale to on raczej unika kontaktu z nią.
właśnie wróciliśmy ze spacerku, pięknie choć mroźno
 
Ja z jego Ex się nagadać nie mogłam, przyjechałam do niej w odwiedziny SAMA (bo byłam w jej miejscowości), jest super babeczką i nic do niej nie mam. Ma teraz swoją fajną rodzinkę, nawet chciała mnie nocować, ale w końcu odwiozła mnie do hotelu, napakowała wałówy do torby - boska kobieta!
Z tym chłopakiem to było już dawno temu, kontakty mamy sporadyczne ale serdeczne. Jesteśmy dorośli! On wrócił do USA a ja siedziałam tu i studiowałam... Moi rodzice bardzo go lubili, byli pewni ze się pobierzemy... Ale los chciał inaczej. Teraz i on i ja mamy swoje rodziny. Więc nie widzę problemu...
 
dobranocka ja bym uszanowała uczucia męża, a może spotkajcie się na neutralnym gruncie: spacer, kawiarnia? Wtedy można zawsze szybciej zakończyc spotkanie.

My właśnie wróciliśmy z Trójmiasta.
Chciałam kupic sobie buty zimowe na Goretexie, ale te które mi się podobały kosztują 600zł. Mąż mnie namawiał, ale jakoś nie potrafię się przelamac... może jak przetrawię- gdyby chociaż były beżowe ;-)
Teściowa pojechała, a za chwilę wpadną znajomi.
Artek podróż zniósł rewelacyjnie, karmiłam go w przymierzalni ;-) bo "Pokój Matki z Dzieckiem" przypominał w Auchan chłodnię...
 
Witajcie!
Widzę,że opowieści wigilijnych z teściami i rodzicami ciąg dalszy! Ja dodam tylko,że moja teściowa raczej długo u nas się nie pokaże po tych Świętach i Chrzcinach...Pisałam wam,że mnie wkurzyła,przez nią posprzeczałam się z mężem,stanęłam po jej stronie i to był mój duży błąd.Naskoczyłam na męża,zamiast go wspierać i teraz jest mi bardzo przykro z tego powodu,mimo że już między nami ok...ale i tak mam do siebie pretensje.Postaram się krótko.Zaoferowała swoją pomoc i obiecała przygotować na Wigilię pierogi(była do nas zaproszona),na Chrzciny na kolejny dzień jakąś sałatkę i załatwić tort oraz ciasta.Na torcie miało być napisane - Chrzest Święty Krzysia i data.Było tylko:Krzyś 25.12.2010(bez sensu tak jakby urodził się 25.12).Przed samą wigilią zadzwoniła i poprosiła o przełożenie wigilii na późniejszą godzinę bo sie nie wyrabia z pierogami.Jak się okazało wzięła się za nie 0 13.00 a Wigilia na 16.00.Mąż oczywiście odmówił bo mój brat z żoną mieli kolejną wigilię na 17.30,zresztą na następny dzień Chrzciny i trzeba było przecież jeden stół sprzątnąć,znowu zastawić,pomyć wszystko,zrobić sałatki,pokroić wędliny itd i przygotować siebie i dziecko w godzinach wieczornych i dlatego tak wcześnie miała być wigilia.Zadzwoniła za jakiś czas z wielkim fochem i prawie płaczem że pierogów nie będzie.Więc tłumaczę,że nic się nie stało,że niech przyjdzie,jedzenia pod dostatkiem itp itd...a ta wicie co?Wcale nie przyszła bo stwierdziła,że chce być sama!!!!! Na Chrzciny owszem przyszła,ale do Kościoła przyszła po alkoholu bo było od niej czuć,podeszła do nas i powiedziała, że potem przyjdzie do nas, bo musi jeszcze do siebie się wrócić,sądziłam że po sałatkę.A ta przyszła po godzinie,jak wszyscy już po obiedzie i czekaliśmy tylko na nią z tortem i szampanem...Najgorsze jest to że była wstawiona i pierwsze co to od progu do mnie i dziecka z łapami,żebym jej dała na ręce.Odmówiłam i ściemniłam ,że właśnie usypia(oczka zresztą mu się zamykały),a ta jak nie ryknie-no cholera,jeszcze go nie trzymałam ani razu!NO daj mi go.NO wiecie co aż się wszyscy popatrzyli na nią,dobrze że byli sami swoi bo mężowi byłoby bardzo wstyd.Końcówka była jeszcze lepsza.Posiedziała może 2 godziny i wyszła z wielkim fochem i jeszcze w przedpokoju stwierdziła na cały regulator że syn ma ją w d.u.p.i.e.A to dlatego,że nikt jej nie polał wódki(pili tylko trzej faceci),ale mąż nie chciał żeby piła bo była już wstawiona.Dopiero jak poszła to atmosfera się zrobiła fajna i wyluzowana i posiedzieliśmy sobie jeszcze długo.Mogłabym jeszcze pare sytuacji powiedzieć,ale szkoda palców i klawiatury naprawdę.W każdym razie na koniec dnia jak już wszyscy poszli ja nalałam sobie kieliszek czerwonego wina(za radą mamy) i wyszłam sobie na balkon zapalić(w tajemnicy przed mamą:-))i pojadłam troszke dobrych potraw ze stołu.Bo stwierdziłam,że nic się nie stanie jak dam niuniowi mieszankę w nocy i na kolejny dzień.Nerwy zeszły i obiecaliśmy sobie z mężem,że już nie będziemy się tak bez sensu sprzeczać miedzy sobą,bo mamy być dla siebie wsparciem.

Dagisu - ja biorę tabletki Azalia i nie tyję po nich,wręcz przeciwnie.Jeżeli chodzi o diety to ja polecam 1200 kalorii(nie pamiętam czy karmisz,jeśli tak to ta dieta narazie dla ciebie odpada,ale zawsze pozostaje MŻ,czyli dieta cud-mniej żreć hihi,też stosowałam) plus aktywność fizyczna.Przed swoim ślubem odchudziłam się ponad 10 kg właśnie jedząc praktycznie wszystko tylko o wiele mniej,jeździłam na rowerku stacjonarnym,chodziłam na basen (ale bardzo rzadko niestety) i ćwiczyłam w domu 8ABS,6Weidera - na brzuch i troche ćwiczeń rozciągających(coś podchodzącego pod pilates).Ja nie ufam dietom tematycznym,bo potem i tak zaczniesz jeść normalnie,czyi mięso,chleb,makarony itp itd i co? Zaczyna się wted efekt jo-jo,prędzej czy później.
Dobranocka- jeśli macie serdeczne relacje to nie widzę przeszkód aby sie razem spotkać,pod warunkiem że Twójmąż nie będzie miał nic przeciwko,tutaj pozwoliłabym mu na ostatnie decydujące zdanie.

Dziewczyny edytuję posta,żebyście mnie nie zlinczowały za tego papierosa.NIe pale w trakcie karmienia piersią,tylko teraz w te święta po tych nerwach mnie przycisnęło,ale potem nie karmiłam całą noc i pół dnia i mleko ściągnięte wylałam.Przed ciążą paliłam i ciężko mi czasem jak się zdenerwuje,ale jakoś dawałam radę do tej pory ale nie wytrzymałam w Święta,obiecuję że dopóki karmię to się nie powtórzy :-)
 
Ostatnia edycja:
Witam wszystkie październikowe mamusie, ja urodziłam Bartoszka 30 października, jeżeli pozwolicie to do Was dołącze :)
Bartek urodził się z wagą 3550 i miał 54 cm teraz waży ok 5,5 kg,
 
reklama
Oj, jak ja Wam współczuję tych przejść z teściami i nerwów dzieciaczków w Wigilię. Czarodziejka, ale głupio Wam teściowa numery odwaliła. Niepoważna jest! Jak tak czytam, to jakbyś pisała o gówniarze, a nie poważnej kobiecie.
My mieliśmy fajną, pełną kolęd Wigilię, lekko zakrapianą (ja na swoje urodziny wypiłam 2 lampki czerwonego, słodkiego Kagora - mniam! - a zapasy dla Olka ściągnęłam wcześniej), miłą i pyszną. Spędziliśmy ją z moją mamą, tatą i siostrą. A co do Tomka rodziców, to najpierw do nas dzwonili, a potem gadali z nami przez Skype. Po raz pierwszy od 2 miesięcy się odezwali, a gadali, jakby z nami blisko żyli. Na przykład, że się martwili, że tak ślisko na drogach, a my w podróży do Starogardu. Obłuda na maksa. A tydzień wcześniej nie zadzwonili nawet na urodziny, a potem na imieniny własnego syna!!!
W pierwszy dzień świąt byliśmy w Gdyni, Oluś wreszcie poznał pradziadków i brata mojego taty. Było bardzo fajnie, tylko droga zasypana i miałam lekkiego pietra za kierownicą: wiozłam przecież całą najważniejszą dla mnie familię :).
Dziulka, Joli, najlepszego dla Waszych maluszków z okazji ukończenia 3 miesięcy!
martabartosz, witaj!
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry