reklama

Październikowe Mamy 2010

reklama
Witam wieczorową porą, właśnie wciągłam jogurt na kolację, nic więcej przełknąć nie dam rady po wizycie u dentysty, została mi jeszcze jedna wizyta :-)))) cieszę się, że jutro już piątek, koniec tygodnia pracy... może jak będzie ciepło to wybiorę się z niunią na spacer, bo już tydzień siedzimy w domu. Fakt jest dużo lepiej, co ogromnie mnie cieszy, katarek już prawie przeszedł a po kaszelku ani śladu :-) nic tylko skakać z radości...a teraz już śpi smacznie więc ja mam czas Was poczytać i w końcu odpocząć.

Doris, Mała_mi nie zazdroszczę tych przeżyć upadkowych z łóżek, dobrze że nic się poważnego się nie stało.
Apropo zasypiania to moja zasypia na plecach bądż na lewym boku.
Nasze szkraby to żywe srebra, teraz oczy naokoło głowy to i tak mało... szuflady od komody też u mnie poszły już w ruch, wie że nie wolno ale doczołga się do komody usiadzie, ręka na uchwyt i patrząc na mnie otwiera i tak się z mamą drzaźni...
Dobranocka dobrze, że już wiadomo, teraz tylko się cieszyć że obyło się bez szpitala.
Natolin cieszę się, że wszystko dobrze i że się uspokoiłaś :-)
Rysia serce się kraje, jak czyta się takie historie :-(
 
witam wieczornie. nastroj nadal do dupy.
nocka wczoraj to masakra... maz dal butle o 23h. polozyl mala do lozeczka a ta ni choelry spac!!! smieje mu sie w gebe doslownie. potem zapadla chwila ciszy i pisk, smiech i nei wiem co jeszcze. poszlam dalam smoczek i mowie: mama daje smoczek i teraz spac! po jakichs 20 min od nowa pisk i gadanie. nerwy mialam wczoraj i dola jak wiecie. w koncu maz poszedl. bawilismy sie tak do prawie 1h w nocy! a ja sie polozylam o 23h. ryczalam ze zlosci i z bezradnosci i wylalam mezowi co mi na watrobie lezy! powiedzialam ze kocham mala nad zycie ale czuje ze sie wypalam od srodka i ze mam przesyt wszystkiego. jakby nie bylo non stop sama, jedynie gadam do dziecka, jakby nie mama to juz w wariatkowie bym skonczyla.ciagle o wszystkim mysle ja, zabawic dziecko, ogarnac dom, obiad pranei prasowanie- jak kazda, do tego ciagle mysle o mojej pierdzielonej pracy do ktorej musze wrocic juz niedlugo, a jak na zlosc dostalam dwie negatywne odpowiedzi i to z miejsc gdzie myslalam ze mnie wezma. dodatkowy powod do zalamki. zeby mal obylo wszystkiego to ja szukam niani, tzn niby juz znalazlam ale gdyby nie ta to musi byc jakas inna a czasu mam niewiele. i to wszystko tak sie we mnie skumulowalo ze wybuchnelo. o 2h w nocy obdystkuowalismy wiele tematow miedzy innymi moje zmeczenie caloksztaltem. powiedzialam mezowie ze mam dosc ze musze oddychnac bez malej chociaz jeden caly dzien i spac bez wstawania jedna cala noc bo po prostu mam przesyt, dosc i w ogole. maz sie pyta czemu nie ide spac wczesniej, niby jak?? butle o 23h trzeba dac a on odlatuje obok mnie o 20.30??? wiec co ja robie? pilnuje i budze go przed 23h on szykuje butle ja ide spac (wstyd sie przyznac ale nie umiem zrobic dobrze tej wieczornej butli i wychodzi mi kit a nie kaszka z mlekiem). mowie do meza ze bycie 24 na dobe z dzieckiem -mimo ze mloda jest kochana i cudowna grzeczna i w ogole -to jest za duzo w pewnym momencie dla mnie. spacer samotnie po dzielnicy zeby zabic czas tez mnie przerasta. stanelo w koncu na tym ze w ten weekend z soboty na niedziele ja do Leane nie wstaje, a w niedziele z rana ide w pierony np do mamy na caly dzien, opalac sie ( 29 w cieniu i tak ma byc jeszcze tydzien albo dluzej),obzerac, jednym slowem naladowac akumulatory i odsapnac od dziecka. mam troche pretensji do siebie ze akurat musze zostawic w niedziele mala z mezem samych na CALY dzien ale inaczej nei odpoczne bo juz wiem ze jak bede w domu z nimi to i tak bede podchodzic do Leane bo nie wytrzymam a mnie wlasnie potrzebna odskocznia totalna. mowie do meza ze mam zal a jednoczesnie rozumiem go ze pada na pysk po robocie obok mnie bo przedwczoraj chyba 10 zdan nie wymienilismy miedzy soba. plakalam jak bobr a on mnie przytulal i powiedzial ze podziwia ze tak sobie radze ze wszystkim i z mala po calych dniach i w ogle.poza tym zdaje sobie sprawe ze tkwie w martwym punkcie z praca co dodatkowo mnie dobija. ... bla bla bla...dlugo by gadac....

wracajac do tematu nocki -w koncu po tych smiechach maz poszedl ja przewinac profilaktycznie (bylo siku)a ta mu rechocze w glos ! polozyl ja spac. pozniej mloda ryczy jak cholera!! mnie juz glowe rozwalalo. posmarowal jej profilaktycznei dziaselka zelem-cisza, zasnela. to juz bylo po 2h daleko. mloda dospala do 7.45, dalam jej butle przewinelam i wzielam do siebie i spalam z nai do 10h. ogolnie caly czas mam zasranego dola. sorry ze wam zrzedze i pisze kilometrowego posta ale musze sie wam wyzalic i koniec. w ciagu dnia mloda jakas dopoludnia upierdliwa byla, nic jej nie pasowalo z zabawek. dopiero po drzemce 12.15-13.45 po obiadku nabrala powera do zabawy smiechu i ogolnie "wrocila do siebie". o 15.20 poszlam na spacer bo upal jak fiks. zlazlam cala dzielnice chyba do 17.30. ja tak spaceruje ze moja mama za mna nie moze nigdy nadazyc bo tak zapindalam. po spacerku jedzonko mlodej i bawie sie z nia. powiem wam ze juz sie obraca sama na brzuch jak jej powiem: no idz, sio! i nie popycham jej juz wcale tylko dotykam palcem -bo jak nei dotykam to ona polezy na boku i patrzy sie zebym jej pomogla" to robie ja na buro i nie popcham tylko palcem dotkne a ona fik. a druga nowosc..... WYLAZI JEDYNKA NA DOLE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! nie widac jej tak dobrze ale pod palcem czuje bardzo ostry t wardy wierzcholek. tak wiec zabki ida w ruch. ombacalam calutkie dziaselka i na razie tylko ten jeden czuc ewidentnie.

a teraz was nadrobic musze
 
Oj Dziuluś ja to mam zupełnie inny charakter niż Ty. Ja nawet jak jestem zmęczona całym dniem z Leni to nie przeszkadza mi bycie z nią wieczorem. Może dlatego, że Lena idzie spać o 20. Nie budzi się w nocy. A raz, dwa w tygodniu i tak wychodzę do sklepu, marketu czy na piwo do znajomych :)

Ja z reguły jestem typem luzaka.
 
MONI ja staram sie nei narzekac ale ja zdecydowanei za malo wychodze SAMA. wieczorem Leane odpada po kapieli ewentualnie sie poplakusia jak smoczek wyleci wiec wieczor teoretycznie jest moj. mnei najbardziej dobija samotnosc i zalatwianei wszystkiego w pojedynke a jak chce obdyskutowac nieraz temat to slysze: nie teraz kochanie. ja tez jestem luzak ale kurde relaks tez jakis musze miec.
 
dziulka - buziak w czolko. Nie doluj sie, masz fajna rodzinke, super meza i cudowne dziecie. Sprobuj wrzucic na luz, tak jak monimoni i koniecznie spedz jeden dzien w tygodniu na plotch z dala od domu.

natolin - super, ze wizyta OK.
 
MONIMONI to dobrze Ci ;-)
ja natomiast odnajduję się w tym siedzeniu w domu i ludzie zaczynają mnie wręcz drażnić ;-)
DZIULUŚ trzymaj się kochana i gratuluje ząbka, u nas już ciut widać patrząc na wprost, bo wcześniej tylko z góry było widać
 
Dziulka ja do 15 jestem z Frankiem,a po 15 -z Frankiem i z Kubą. Mąż wraca około 18,czasem nawet później(wychodzi przed 7). Codziennie wstaję o 6.30 i jestem na pełnych obrotach. Rzadko wychodzę sama(generalnie prawie nigdy-nawet do lekarza szłam dzisiaj z Frankiem). I wiesz co ci powiem? Daję radę. Jest mi dobrze. Nawet nie ciągnie mnie do jakiegoś wyjścia-jak chcę to spotkam się z przyjaciółką-u mnie w domu. I też jest dobrze.
Aha,i gratuluję wychodzącej jedynki:-)

Reszte napiszę jutro,bo lece oglądać Instynkt

Buziole
 
reklama
Dziulka gratulejszyn zębulowe dla Leane :-)
Natolin ja mam tak samo...dobrze mi w domu a towarzysko się już wypaliłam i nie mam ochoty na spotkania tak jak kiedyś:-)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry