Wróciłam z planetarium. Było miło i sympatycznie. Muszę przyznać, że nie żałuję, bo bardzo mi się podobało. Poza tym bardzo miło zaskoczył mnie dzisiaj architekt. Przywiózł projekt, więc od razu robiłam mu przelew. Umawialiśmy się na 5-6 tys., o czym mu przypomniałam gdy zapytał, a on na to, że to za dużo i chce tylko 4,5tys. Byłam w szoku

Już dawno nie spotkałam się z tym, by ktoś kazał mi mniej zapłacić niż się z nim umawiałam. Zwykle kasują więcej, zwalając to na rosnące ceny, większą ilość pracy, itp.
Rysia jakoś szybko skończyłaś :-)
Ladygab zgadzam się, że tony bezużytecznych prezentów są bez sensu, ale nam nie chodziło o nie wiadomo jakie cuda. Jak dla mnie to nawet wystarczy, że ktoś zadzwoni, zabierze na lody (oczywiście starsze dziecko) czy zwyczajnie przyjedzie w odwiedziny. Co do prezentów to chrzestna Wojtusia dała mojej córce piłki do tenisa. Prezent wart 15zł, ale było sporo radości (ma rakietę a piłek brakowało) i o to chodzi. Podobnie moi rodzice. Młody dostał od nich huśtawkę za 20zł, która jest lepsza od stosu ubrań czy innych cudów, bo uwielbia się huśtać. Tak więc nie muszą to być wyszukane prezenty, chodzi o sam fakt.
Iduś jak możesz pisać, że nie czytamy twoich postów! Wszyscy czytają, ale może nie wszyscy wszystko rozumieją. Przecież wiesz, że w dzisiejszych czasach większość ludzi ma problem z czytaniem ze zrozumieniem. Tak więc masz przyczynę braku odpowiedzi na niektóre pytania. Ktoś nie zrozumie o co pytasz, to i odpowiedzi nie udzieli ;-) Swoją drogą podziwiam, że w taki gorąc masz jeszcze ochotę smażyć się na sztucznym słonku.
Natolin jeśli odwiedzasz dziecko średnio raz na tydzień, to wiadomo, że bez sensu byłoby każdorazowo coś przynosić. Natomiast jeśli widzisz je raz na miesiąc czy jeszcze rzadziej, uważam że wtedy powinno się dać jakiś drobiazg, choćby skarpeteczki. Roszczeniowej postawy tak naprawdę uczą sami rodzice. Moja córka nigdy nie uważała, że musi coś dostać. choć zwykle dostaje sporo (mamy dość dużą rodzinę). Potrafi natomiast zrozumieć, że nie dostanie od nas prezentu, bo... Wystarczy że jej odpowiednio wytłumaczę i jest ok. Natomiast moja chrześnica, gdy była młodsza ciągle czegoś oczekiwała. Głównie dlatego, że wszyscy dookoła przynosili jej prezenty, gdy tylko do nich zachodzili (jedyne dziecko w rodzinie ze strony jej ojca), ale też rodzice uważali, że dziecku każdorazowo należy coś dać (chodząc do nich co tydzień, co tydzień trzeba coś przynieść). Głośno o tym mówili, więc młoda zaczęła oczekiwać prezentów i była głęboko rozczarowana, jak ich nie było.
Czekam aż młody wstanie i spadamy na dwór, chociaż wolę siedzieć w domu (jest chłodniej).