Dzień dobry:-)
Jako,że zaspałyśmy to znów nie spełnie obietnicy i znów megahiperwypasiony post w sferze planów pozostaje.Tylko krótko i,niestety,nie do wszystkich,bo nie mam czasu "cofać się wstecz

",to tylko tyle,co w łepetynie zostało
Ida- to,żeś Miss dla swojego M.,to chyba najważniejsze,nie?Co tam cały świat(oprócz chudych przyjaciółek,oczywiście

- nie,żebyś gruba była,ale wiadomo,że "laskowatości" nigdy za wiele

)
Dorisku- bardzo Ci współczuje problemw z Mikusiem.Źle się wyraziłam- prrzeciez Ty nie masz z nim problemów,tylko on w szkole...niestety,wiem,jak to jest,bo Maks tez był wiecznie spychany na margines klasy(ale abstynent jest,hehe

).Cięzko coś doradzac z własnego doświadczenia,bo realia szkolne od tego czasu zmieniły sie na gorsze,niestety...teraz szkoła to dżungla,w ktorej rządzą nie ci,co mają coś do powiedzenia,tylko ci,co najgłośniej krzycza ...Może stąd to zainteresowanie Mikusia boksem?Że ne chce być postrzegany w szkole jako "kujon" i "mięczak"?Jeśli jest dość sprawnym dzieckiem,to namówiłabym go na Twoim miejscu,o ile jest taka możliwość,do uczestniczenia w zajęciach sportowych w szkole- jakas drużyna w grach zespołowych- "zintegrowałby" sie bardziej wtedy z "osiłkami",może uznaliby go a "swojego" i przestali dokuczac.Albo jakieś inne zajęcia- żeby był częścią jakiejś grupy.miejmy nadzieję,że powoli zintegruje się z klasą.A może urządzić mu w domu jakąś imprezkę,na którą będzie mógł zaprosić kilku kolegów- to też mogłoby pomóc?No i zgłosiłabym problem wychowawcy,żeby tez
dyskretnie się tym zajął.
kasis- tak to już jest,że dobrzy ludzie nie są doceniani...Ale ciesze się,że nastrój odrobinę lepszy.Masz rację,bądź z ludźmi,nie zamykaj się w sobie.Zobaczysz,wkrótce i dla Ciebie słonko zaświeci z całą mocą

:***
Strip- ja Cię zawsze podziwiałam...jak Ty tak dajesz radę????Zdrówka dla Wojtusia:***
Nat- na drugi raz to Piotrusia na jakies równiny zabierzcie,nie do Zakopca,to może mu ten alpinizm przejdzie?;-)
Zdróweczka wszystkim dzieciaczkom i mamom chorowitkom...:***
Wczoraj znów inhalacje kąpielowe były i znów padła po nich.niestety,jakieś idiotki małolaty zaczęły się mi wydziczać pod oknem i obudziły.Myślałam,że zamorrrrduję



- bo ,oczywiście,niunia po "drzemce" wstała pełna energii i dwie godziny trwało,zanim się zmęczyła na tyle,by znów zasnąć!
A teraz uciekam,bo mam dużo roboty.miłego dzionka:***