Może Was to zdziwi,ale ja w 100% zgadzam sie z
Nat w kwestiach religii.Otóż wg. mnie,jeśli ktos uważa się za Katolika,to powinien przestrzegać WSZYSTKICH i przykazań,i prawa kościelnego.Nie powinno być tak,że z religii wybieram sobie to,co mi pasuje,a co nie,to sobie odrzucam.
Co do rozwodów,to,owszem,Kościół Kat. je potępia,lae nie nakazuje kobietom pozostawać z mężami -oprawcami.Po prostu kobieta może opuścić męża w takim wypadku,ale nie powinna wiązać się z kim innym,bo wtedy już jest to grzech w świetle nauk kościoła(z tego,co pamiętam).
Po prostu uważam,że jak uważasz się za katolika,to bądź nim do końca,a jak nie,to nie.Byc może jeśli komuś zalezy na związku z Kościołem,może porozmawiac z mądrym księdzem i wspólnie poszukac wyjścia z sytuacji.
Jakby ktoś nie wiedział jeszcze,to absolutnie katoliczką nie jestem,dzieci nie ochrzciłam z wyboru,ale uważam ,że obowiązkiem księży jest wymagac od swoich parafian i od siebie ,oczywiście,przestrzegania wszystkich nakazów i zakazów.
U mojej mamy na wsi jest taki ksiądz- ludzie go nie lubią,bo wymaga i nie przymyka oka.Jak moja siostrzenica miała iść do I Komunii,to siostra razem z nią musiała chodzić codziennie do kościoła itp.- bo ksiądz uważał,że jak dziecko ma byc wychowywane w tej religii,to rodzice mają dawać przykład czynem,a nie posłac dziecko,"bo wszyscy posyłają".Nawiasem mówiąc,to potem ksiądz wpadł na kawę na działkę do nas ,wszyscy się gdzies porozłazili i mi przypadła rola zabawiania go rozmową.No i stwierdziłam,że ma facet rację- wymaga sam od siebie i od swoich parafian.
To tyle,jesli wolno się wciąć
