Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
dla mnie najwazniejsze ze jestes. nei wymagam postow na cale kilo od razu. ja tez neiraz nie mam weny jak zmeczenie bierze gore albo zly humor. tak wiec nei zaprzataj sobie glowy i pisz co myslisznie no chodzi o to, że nie wiem co pisać. w sumie nie było mnie tylko 9 dni ale to dla mnie prawie jak wieczność. już od paru dni się zbierałam żeby coś napisać ale nie mam co i jakoś tak to odciągałam a teraz jest trudniej. choć czytam was codziennie. no i kiepski humor też robi swoje. no i pewnie też problem w tym, że nie bardzo nadaję się do pisania czy opisywania więc trudno mi tak nagle coś o sobie napisać. więc może spróbuję znów za pare dni albo od jutra spróbuję odpisywać Wam w miarę regularnie



),po powrocie zjęłam się kulinariami- upiekłam paszteciki drożdżowe z kap.i grzybami - u mnie na Wigilie nigdy ich nie było,ale Dawidowe mnie zainspirowała
.No i to był strzał w dziesiątke,bo nie "dublowałam"Mamy,tylko coś nowego- bardzo wszyscy się z nich ucieszyli
.Oprócz tego ciasta dla nas,niestety,z pierniczkami się nie wyrobiłam,ale upiekłam sernik,keks ,murzynka i kruche ciasteczka z masą daktylową i marcepanem.Makowiec kupiliśmy gotowy,bo nie udało mi się zdobyć masy makowej,ser zresztą też cudem ,ostatnie wiaderko z lodówy złapałam
.A po tym jeszcze ubieraliśmy choinke.Zważywszy,że Amelka tamtej nocy obudziła mnie o 2.00,to możecie sobie wyobrazic,w jakim stanie byłam pod koniec dnia
.W Wigilię jeszcze tylko na szybko zrobiłam sałatkę śledziową i polukrowałam i ozdobiłam ciasta i ciasteczka.Z domu wyruszyliśmy juz ok.13.00,zeby po drodze odwiedzić brata i jego chorą niunię.Juz balimy się,ze nic z tego,bo tydzień przed Świętami w szpitalu z zapaleniem płuc znów wylądowała:-
.Po kolacji tradycyjne śpiewanie kolęd ,co bardzo się Amelce spodobało,bo usiłowala dołączyć,a po każdej biła nam brawo i domagała się jeszcze.Potem prezenty-u nas każdy każdemu robił.Amelka dostała od rodzinki konia na biegunach,o zgrozo z dźwiękiem


i puzzle-sorter drewniane.Od nas lalę i jak przewidywałam,był to strzał w 10.Jak ją zobaczyła,to zaczeła się az trząść i krzyczec z emocji
,tak jej sie spodobała
.Konik też,ale nie tyle bujanie na nim,co kucała przed nim i zaglądała mu w pysk,skąd te dźwięki

.Ale najbardziej zszokowała mnie pracodawczyni M.- przesłała Amelce prezenty- cudną Misiolinkę,konika małego-figurkę,rowerek drewniany trójkołowy biegowy i ....kombinezon zimowy


...chyba wszystkie nasze prezenty razem wzięte nie były warte tyle,co te od niej
...a nawet jej nie zna,tyle,co ze zdjęć i opowiadań M. 



.Więc chyba musi być fajna
.


- za obiecane sobie,a nie wysłane smski z zyczeniami....wybaczcie




- ale u nas jak skończyło sie rozdawanie prezentów,to była 23.00- naprawdę przy Amelce tak rozbrykanej zwyczajnie nie było jak tego zrobić...Tylko Maksio dał plam,bo podjął się roli nadwornego paparazzi,ale zamiast wziąć nasz aparat,to dorwał się do tego siostry,więc większość fotek u niej...:////- "weźmiemy" je jakos w tygodniu,jak się wybierzemy .
- a my jeszcze bardziej.Radosia to takie kochane dobre dziecko,że należał jej się porządny prezent.
- to był chyba najlepszy prezent dla Babci,ze mogła przytulić wnusię,a nie odwiedzać ją w szpitalu na święta
.
.


