Hej,
Witam po kilkudniowej przerwie. Pobyt w Ustroniu był udany, ale pogoda nie bardzo pozwalała na spacerki. Za to dziś wreszcie wyszłyśmy i Hania wróciła z policzkami czerwonymi jak jabłuszka a ja ze zmarzniętymi paluchami u rąk, ale ja już tak niestety mam... Chyba coś nie tak z krążeniem.
Nat, my z Hanią też chodziliśmy na takie zajęcia, może nie umuzykalniające, ale takie 'twórcze'. Moim celem też było to, by przywykła do dzieci. Pod koniec lutego rusza drugi semestr. Jeśli nie zdecyduję się na klub malucha, to ją zapiszę. Dziś znalazłam też zajęcia umuzykalniające dla takich maluchów i to całkiem tanio, bo 70 zł za cztery zajęcia. Myślę, że się skuszę

Poza tym skończyłam pracę nad tłumaczeniem i teraz trzymam kciuki, by mi facet podesłał następne. Coś mi już na ten temat napisał w mailu, że niby w marcu, ale nie uwierzę, jak nie zobaczę. Wolę nie cieszyć się na zapas. Podjęłam też próbę zastosowania tabletek anty, ale poddałam się po pierwszej, bo w nocy zdychałam...W głowie mi się kręciło, wymiotować mi się chciało... Ehhh... Kolejny sposób walki z niedoskonałościami mojej cery zawiódł. Nic, trzeba pójść do dermatologa po Tetralysal znów...
Makuc, co do gadania po angielsku, to doskonale Cię rozumiem. Też mam wielkiego stresa, jak mam się w tym języku odezwać...