A dla mnie to nie schizofrenia, Natolin. Spójrz na dogmaty - ile tak naprawdę mają wspólnego z Bogiem? Przecież stworzone są przez ludzi. Czy tak naprawdę dla Boga tak wielkie znaczenie ma to, czy Maria była czy nie była wieczną dziewicą (przepraszam, jeśli Cię obrażam albo weźmiesz to za bluźnierstwo)? I czy to dla osób wierzących ma jakieś znaczenie? Mnie najbardziej denerwuje podejście Kościoła do seksualności właśnie. Poza tym wyszłam z założenia, że nie przysięgam przed księdzem, a przed Bogiem. Dla mnie istotą wiary jest to, by starać się być dobrym i dbać przede wszystkim o ludzi, bo, zgodnie z nauką Kościoła, w nich jest Bóg. Cała otoczka to dla mnie sprawa drugorzędna. Dla mnie lepszym chrześcijaninem jest osoba niewierząca, która pomaga ludziom niż osoba, która zna katechizm, chodzi do spowiedzi, ale nie ma za grosz tolerancji dla inności. Moim zdaniem miłość do bliźniego powinna się także wyrażać poprzez tolerancję. Każdy ma prawo działać tak, jak mu sumienie nakazuje, oczywiście w granicach norm społecznych i jest to OK, dopóki nikogo nie krzywdzi, a często mam wrażenie, że księża katoliccy uważają, że mają monopol na rację. Choć posądzasz mnie o schizofrenię i kłamstwa podczas ślubu, to ja święcie wierzę, że, nawet jeśli tak było, na pewno Boga nie uraziłam, tak jak i obecnych wtedy w kościele osób, a zwłaszcza mojego męża.
A co do tworzenia własnej religii, to uważam, że nie ma dwóch osób, które tak samo odbierają Boga, więc każdy z nas wyobraża sobie inaczej Boga, raj itd. Dla każdego religia jest czymś innym i inaczej wyraża się religijność. Może napiszesz, że idę na łatwiznę, ale wierz mi, chciałabym być osobą bardzo wierzącą, ale po prostu nie umiem inaczej, jak tylko wszystko analizować i koniec...