reklama

Październikowe Mamy 2010

a u nas picie to zazwyczaj woda ale i wypije jakąś owocową herbatkę albo jak zrobię sok z sokowirówki to tez lubi i też lubiła syrop malinowy i truskawkowy robiłam taki gęsty do rozcieńczania to też moje dzieci to lubią
 
reklama
Helou:-)
Ja dopiero teraz...:zawstydzona/y:. Szczerze mówiąc, to nie przypuszczałam, że w świętya tyyyle napiszecie- troche sie cofnełam, ale nie wszystko doczytałam. U nas było bardzo intensywnie- dosłownie czasu na nic nie miałam, tyle się działo- wiecznie w rozjazdach u rodzinki (obustronnej;-)), więc dopiero teraz jako- tako wracam do "normalności".Nie na długo ;-):-D.
Z tego, co zobaczyłam, to wrócił temat jedzenia dzieci. Cóż...nie wiem, czy jest w ogóle sens wracać wciąż do tego, bo my swoje, a Dziulka swoje. Powiem tylko, że nie przekonuje mnie argument, że we Francji dzieci tyle jedzą- Francuzki same dbają o linię i nie przejadają się, standard na obiad to jakaś sałata z kawałeczkiem chudego mięsa, więc nie chce mi się wierzyć, by swoim dzieciom wpychały makaron, parówki, jako i serek na dokładkę. A co do stwierdzenia niani, że makaron dobrze na trawienie wpływa, to większej bzdury dawno nie słyszałam:no:. Od kiedy to???Owszem, surówki, warzywka, pełnoziarniste pieczywo, ale w życiu nie makaron. BTW pamiętam tamtą michę makaronu, co to Leane zjadła- mój Maks, słusznej postury 19latek tyle zjada, a też lubi makaron.
No, ale każdy ze swoim dzieckiem robi jak uważa, żadne gadanie nic tu nie da. Powiem tylko, ze komórki tłuszczowe tworzą się w dzieciństwie , a potem całe życie z nimi walczymy. Po co dziecku "fundować" taki bagaż na całe życie? No, ale jak już pisałam, nie pierwszy raz wraca ten temat. I czy będziemy się wypowiadać, czy jedna z drugą się przymknie , to i tak nic nie zmieni. Powiem jeszcze tylko, ze nie wyobrażam sobie i nie ma możliwości, by moje dziecko zjadło cokolwiek, kiedy zdecyduje , że ma dość. Wyraźnie daje do zrozumienia, że nie chce i już. I nieraz zje całą porcję, a nieraz tylko podziubie. Nie wyobrażam sobie, jak mogłabym ją zmusić do zjedzenia czegokolwiek. Dla mnie to jakaś abstrakcja, by dziecko płakało, a jadło. Sorry, ale bardzo brzydko mi się to kojarzy. Jeśli robię jej śniadanie czy kolację i mało co z tego zje, to nie lecę robić innej potrawy. Nie zjadła?Znaczy, że nie jest głodna. A nie, że jak nie chce kanapki dajmy na to, to lecę gotować makaron, bo wiem, ze lubi i zje. Ja myślę, że Leane po tych "bojach o jedzenie" zwyczajnie "zrezygnowała", bo wie, że i tak nic nie wskóra i będzie musiała to zjeść.
Ech, dobra, dość...
 
wioli bardzo Wam współczuje przejść :-( biedny Bartuś, mam nadzieje ze lekarz coś sensownego Wam powie, doradzi. I te lęki, może mu sie cos z tego osłabienia,przemęczenia przewidziało, biedny maluch :***

doris fajnie ze tak ciekawie spędziliście święta :-) pomyśl że już niedługo weekend to sobie odpoczniesz ;-) :*

emiś zdrówka dla synka :*** mam nadzieje że dziś jest już lepiej

czarodziejka jeśli mały nie miał wcześniej kontaktu z windą, samochodem to nic dziwnego ze może sie ich bać. To jest małe dziecko ale wyobraźnia już podpowiada różne rzeczy. trzeba spojrzeć oczami takiego malucha np. samochód jest duży, dziecko jest w nim zamknięte, ba "skrępowane pasami", samochód jest w środku ciemny i do tego jeszcze hałasuje - można sie wystraszyć. A wcześniej reagował normalnie czy boi się tego "od zawsze"? jak to już trwa dłuższy czas to warto powolutku przełamywać ten lęk. Dobrze robicie że próbujecie zabawowo, nic na siłę. Niech trzaska drzwiami. Połóż na siedzeniu coś co lubi do zabawy, czy zjedzenia - niech sięgnie po to rączką (a później baaardzo pochwal) i możesz spróbować co jakiś czas dalej to coś kłaść tak, żeby musiał w końcu wejść do samochodu. najlepiej by było gdyby miał okazje pobawić sie w samochodzie (super jeśli mógłby być w nim z jednym z Was, można zacząć od tego żeby otworzyć wszystkie drzwi w samochodzie (wtedy jest więcej światła, zapach jest taki jak na zewnątrz). Winda i samochód to dwie zamknięte, dość ciasne przestrzenie, więc od razu sie narzucają lęki klaustrofobiczne ale to jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Jedno najważniejsze - nic na siłe, w tym wieku mógłby sie nabawić mega traumy a to są obiekty z którymi będzie sie stykał całe życie. Tak więc powoli, ale systematycznie powinien mieć z nimi kontakt (co do windy to może zobaczyć jak tata wsiada i go powitać z Tobą na drugim piętrze, winda może przejechać się jego ukochany miś, jak mielibyście możliwość niech wejdzie do stojącej windy (zablokujcie drzwi - wtedy nie ruszy) takimi małymi kroczkami). A co do baniek to bawić sie bawić i jeszcze raz bawić. Ty puszczasz bańki w drugim pokoju, on obserwuje z daleka, masz ubaw po pachy, tata niech te bańki łapie, miś łapie, to jest super zabawa - to musicie mu pokazać. Nie chcesz sie z nami bawić? nie musisz ale mama i tak bawić się będzie, tyle ze z boku. Co jakiś czas po nie sięgaj, w pewnym momencie przestanie płakać, bedzie patrzył, a w końcu podejdzie.

Żeby nie było - to są tylko moje rady, moje "tak mi sie wydaje" ale myśle że mogłyby pomóc, za dużo mam pomysłów a za mało czasu żeby napisać ;-) jakby co to pisz do mnie na priv, chętnie pomoge ;-)


zaraz c.d. ;-)
 
Ostatnia edycja:
sarisko widze że pan wen Cie nawiedził i teraz będziesz wyszywać, wyszywać, wyszywać :-p super :-) zazdraszczam :-) ja sie musze w końcu wziać za uzupełnianie albumu bo na Bożym Narodzeniu skończyłam, a rodzinka sie upomina oj upomina :rofl:

kaniu bardzo sie ciesze ze już lepiej sie czujesz :*** wiesz ja też tak mam z tymi zakupami wyprawkowymi :-) w ogóle uwielbiam małej coś kupować cmam wtedy mega frajdę :-)

E-lonka jak tam u Was? o doczytałam o piątkowej wizycie, mam nadzieje ze coś mądrego usłyszysz :*

Rysiu biedulko, ściskam cieplutko :***

sariska
fajnie ze Zuz sama zdecydowała ze już "dorosła" jest :-D

mała mi przymiarka jejku jak fajnie :-) poczułaś sie jak królewna? jak nie to inną suknię bierz ;-) :-p A faceta olej oni troche inaczej myślą i mają wrażliwość głazu ;-)

ida łojeny co za babsko, niech sobie te cudowne rady schowa. Ja osobiście bardzo nie lubie takich "życzliwych" rad i sama ich nie daje bo uważam ze mama najlepiej wie co dobre dla jej dziecka. Co innego gdy kogoś znam i mam możliwość porozmawiania o tym czy owym co w moim mniemaniu mogłoby by być inaczej ale takie moralizatorstwo mi bardzo sie niepodobuje. Trzeba wyczuć czy dana osoba chce naszej rady ;-) Mi u rodzinki przeszkadza to ze każdy mi próbuje dziecia ciastem tudzież słodyczami zapchać z tekstem "niech ma coś z dzieciństwa" wtedy mi sie aż ciśnienie podnosi wrrrr...mówie że młoda bardzo rzadko dostaje słodycze, prędzej biszkopty, przeze mnie upieczone ciasteczka, rogaliki, uwielbia owoce, kiśle, budynie czy galaretkę, ale czekoladę czy inne słodycze ma naprawdę bardzo rzadko i to najcześciej tylko skubnie jak widzi ze my jemy. jak byliśmy u babci to ciocia koniecznie chciała Isi dogodzić i jak ja nie patrzyłam, czy wychodziłam to dała młodej serniczka, później młoda dostała kinder niespodziankę, żelki, popiła o zgrozo sokiem (hip hip hura dla tych co dokarmiają dziecko jak mama nie widzi -myślałam ze ubiję) mała rzygała dalej niż widzi. Cioci zrobiło sie tak przykro ze jeszcze do mnie dwa razy dzwoniła z przeprosinami i pytaniem co u niuni. Tak to jest jak wiedza lepiej co dla Twojego dziecka jest lepsze :/
Co do Dziulki to myśle ze to jest naprawdę fajne że każda z nas tak sie przejmuje Leane i chcemy dla naszych dzieciaczków jak najlepiej, ze tak sie tu wspieramy. Ale trzeba pamiętać że Dziula jak to Dziula ma temperamencik i często wyolbrzymia z powodu emocji więc nie trzeba brać na serio tego wszystkiego, ze ona nic nie robi tylko całymi dniami wciska jedzenie w dziecie ;-) choć przynaje ze mnie po prostu rozwalają teksty
butle wciela i kinderka rano a w poludnie NIC, poza serkiem i jogurtem. na podwieczorek NIC, 1 serek
zjadla pol miseczki ale na SILE doslownie, tzn otwierala buzie ale darla sie przy tym jedzeniu ze masakra. no i serek i jogurt

bo babo jak dla mnie serek i jogurt to już jest dużo! u mnie jogurt to jest jeden normalny posiłek np podwieczorek :tak:
wieczorem np zjada jajecznice z 2 jajek i parowke i serek (50) i jogurt (100)

a to by nam pewnie starczyło na 3/4 dnia :tak:

moja Iś ostatnio ma jedzenie w odwrocie, ale ja sobie kiedyś postanowiłam ze nigdy nie będe za dzieckiem biegać z łyżką i proszeniem "no zjedz troszeczkę za babuniunię, mamuniunie, Kaczora Donalda" itd. o nie. Jest pora posiłku zje dwie łyżki, mówi "mama już" więc ją wysadzam z fotelika, po godzinie wsadze ponownie, gdy nadal nie je, to jej odpuszczam i czekam aż sama zawoła. A dopomina sie bez problemu, przychodzi i woła serek/bułe/banana ;-) poza tym w moje dziecie po prostu nie da sie nic wcisnąc "na siłe" bo buziaka zaciśnie i już. uparciuch po mamusi :-) za to jak zobaczy że ktoś z nas je to ma jak Misia Idy - od razu leci z tekstem "daj" :-)

Happy a jak tam święta u Was?
 
Ostatnia edycja:
Zgadzam sie, ze podkarmianie przez innych dziecka jest WKUR... na maxa.co innego jak np moja tesciowka da mu np troszkę razowca do przegryzienia, albo jalbuszko w kawalku, albo mandarynke oooo to lubie. juz nauczylam, ze malemu slodkosci niet! I ona sama zajarzyła, jak mlody nie mogl sie wykupac po kinderce co raz mu dala. teraz juz sama pilnuje zeby inni nie dawali. nigdy co prawda jakos strasznie go nei pasli slodkosciami, ale ja chcialam zeby WCALE NIE JADL. wole jak ty sama cos zrobic rogalika, nalesniczka,co juz uwazam za slodycz. mimo ze bez cukru robie. ale tesc ostatnio mlodego do michy z cukierami podstawil. mldy wzial sobie ciuciu krowke, a ja mowie nie dawaj mu!!! za chwile obiad, a ten jak gluchy odpakowal i dal patrze na A. a ten nieraguje, to jego ojciec niech mu zwroci uwage mi nie wypada go opierniczac. kurde jak bede chciala sama mu cos dam co wiem ze moze. to moje dziecko ;p:-p
 
Bry :-)

Wioli jak Bartuś, Emilia a Franio???
E-lona mam nadzieję, ze gardło szybko przejdzie, może lody pomogą?
Strip udało się coś wydumać? Żłobek odpada??? Dałaś ogłoszenie?
Odnośnie picia, to Oliwia przeważnie wodę, czasami lekką herbatkę, melisę, miodu nam dr nie kazała podawać w ogóle ani Kubusiów (bo jest tam dużo barwnika).
Mała_mi i jak suknia??? Myślę że Twój mąż miał dobre intencje to mówiąc, a to jakby się zachował w takiej sytuacji to nie wiadomo, bo przecież nikt w nie jest w stanie tego przewidzieć. A co do odrzucania butelki to jesteśmy na dobrej drodze :-) Dziś rano poszedł kubek lovi w ruch z mleczkiem i załapała w mig więc bardzo mnie to cieszy :-)
Kroma w jaki sposób masz zamiar nawiedzać męża co???
MAŁA_MI faceci są z zupełnie innej planety i mają odmienny pkt widzenia. Ja jak kiedyś mojemu mężowi podobny temat zapodałam to usłyszałam, że przecież dziecko musi mieć jakąś matkę także odpowiedź godna mistrza, jak by nie patrzeć.
Jakąś??? Czyli byle by była tak ??? A jak dzisiejsze podejście do pracy???
Ida Twoja szwagierka to niech się martwi o swoją córę i nie wtyka nosa tam gdzie nie trzeba, moja bratowa żaś wszystko Oliwii by dała, a zwłaszcza to czego nie może, bo twierdzi że przesadzam... W ogóle ma luźne podejście do dzieci swoich, zwłaszcza ich chorób. Jej dziecko kaszle, kicha, ma temp. rano a popołudniu jest już na zewnątrz i szaleje z innymi dzieciakami. Wiecznie mnie poucza, to jej daj, tego nie dawaj itd. Staram się wpuszczać jednym a wypuszczać drugim. Co do jedzenia to uważam że ja poszaleć z Oliwią nie mogę za bardzo, ale też je chętnie warzywa, mięso, kasze, makaron, zupy. Oczywiście przekąski typu herbatnik, biszkopt, paluszek też zjada ale w niewielkich ilościach. A co do bladości twarzy, to mnie wiecznie sugerowano że mam anemię... a że się nie maluję, to wyglądam czasami jak biała karta hahha.
Rysia uważam, że powinnaś to skonsultować z odpowiednim specjalistą ale przecież zrobisz jak zechcesz :-) Zakupiłaś coś na allegro?
Happy a jak Amelka ze spaniem??? Jak chłopcy i z meżusiem???
Alicja mnie też strasznie to wkurza, jak Oliwii wiecznie coś dają do jedzenia "słodkiego" a zwłaszcza teściowa i moja mama, po prostu się we mnie gotuje...Do mojej mamy dociera to, że mówię stop a do teściowej niestety nie, i kiedyś mi na złość zrobiła to się przez nią z mężem pokłóciłam :-/ Podobnie jak Ty wyznaję zasadę że latać za dzieckiem nie będę z jedzeniem.
 
Ostatnia edycja:
Co do barwnika zgodze sie kiedyś wylałam w aucie zieolny do miesiac sprac nie moglam:D:szok: młody tego nigdy nawet nie powachał, zazwyczaj pił z hippa soczki albo teraz hortex z kartonika, ale też troszkę tylko w ciągu dnia. ogólnie ziołowe herbatki albo owocowe albo woda , nie słodzę jak mówiłam tylko ten miód mnie zastanaiwa, czemu nie dawać? przecvież zdrowy. a mlody nie ma alergii na nic. na ten miod tez nie nam doktor pozwolil.:confused2:
 
Strip nam dr powiedziała że miodu dziecku do 3 lat nie powinno się podawać, czemu w sumie użyła argumentu że jest surowy i dzieci nie powinny go spożywać. Ale jak lekarz Wam pozwolił, to podawaj :-) Co dr to inna opinia tak jest, było i będzie a każde dziecko jest inne :-)
 
Ostatnia edycja:
reklama
Czesc dziewczynki

Troche poczytalam ale jakos weny mi brak:-( niewiem czy wczoraj ja zle naposalam czy zle orzeczytalyscue ale dostalam skierowanie na krew raczej taka forme do szpitala bo tu niema skierowan i juz jestesmy po pobraniu za 3 dni maja byc wyniki tu niestety niema czegos takiego jak prywatny gabinet kekarski:no: czego mi brakuje bo zeby no porobic sobie wszystkie badania trzeba naklamac zeby dla nich byl powod do robienia takowych bo tak. To po co zeby sprawdzuc tylko to niema sensu:wściekła/y: kurcze zaraz dopisze musze leciec cdn
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry