Hej :-)
Kaniu, nie, nie spakowana i daleko w lesie w ogóle ze wszystkim

.Jeszcze dziś się okazało, że dwa ostatnie dni, czyli wtorek i środa praca dłużej, bo w Odense


.Wymyslili sobie, przed samymi Świętami, bez sensu w ogóle

.A co za tym idzie, to i reszta zakupów "na łapu-capu", i wszystko, wychodzi na to, że "w biegu "....Heh, nic to, jakoś damy radę:-).Sis (ale ta średnia) przed chwilą dzwonila, już się umawiamy na imprezke wspólną (parapetówkę) u tego naszego frienda (dobrze, hehe, bo w tym krótkim czasie, jaki mamy na wizyte w Polsce, to i sis, i on -"2 w 1 wash & go "zaliczymy"



;-)).Bo przecież jeszcze trzeba siostrę M. odwiedzić, nie mówiąc o Rodzicach, no i moich chłopakach .Dwa tygodnie by się przydały, nie te 4-5 dni ;-).No, ale pracowac trzeba, więc jeśli okaże sie, że we wtorek po Świętach pracujemy (nie jest to takie pewne, bo na tych moich urodzinach szef coś wspominał, że może być jeszcze parę dni wolnego po, ale to się okaze).
Młodzszej sis na pewno o BB powiem

:-).
Dobrze, że Gabi tak pomaga ta woda koperkowa.A w ogóle to spóźnione, ale serdeczne buziaki dla Niej z okazji pierwszego miesiąca :-):***.Niech dalej tak zdrowo rośnie :-).
I przypomniało mi się- na te kolki i niepokoje, zwłaszcza, że Twoja Gabi troszkę wcześniej się urodziła- spowijanie, metoda doktora Karpa.U nas genialnie zdało egzamin, żałuję tylko, że tak późno zaczęłam, bo Amelka miała wtedy już dobre kilka miesięcy.
Ida - TY????


O DRUGIM ????


No,,no...;-)

.
Niesety, choc bardzo bym chciała, to jednak nie będzie dane nam Was nawiedzić, z powodów j.w.:-(...Ale zapraszamy na wakacje do nas, do "legolandu"


.To tylko 6 godzin jazdy od Ciebie

.
Beti, jak myślisz o zwierzątku, to polecam kosztniczkę (degu, wiewiórka ziemna) .Urocze zwierzątko i niekłopotliwe.Nawet wypuszczone na mieszkanie nie gryzie kabli i nie broi .Wygląda ja wiewiórka, tylko ogonek ma jak Muminki, z pędzelkiem na końcu .Mieliśmy taką kilka lat, gdy mój Maks był mniejszy i świetnie sobie radził całkiem sam z opieką nad nią, tylko klatkę ja szorowałam od czasu do czasu sama. Aczkolwiek od razu uprzedzam, ze to zwierzątko dla Ciebie, nie małego dziecka ;-).No, ale nimfy pewnie też;-)

.
Aha, a co do tej waszej "starości", to, laski, nie rozśmieszajcie MNIE


;-).Co ja mam powiedzieć, hehe ?;-)
Czytając Wasze posty o tym, jak dzieci dają w kość, zaczęłam się zastanawaiac, jak to było, gdy moi chłopcy byli mali...i...nie wiem....albo faktycznie byłam młodsza i miałam na wszystko energię (przecież nawet mini-przedszkole sobie z koleżankami "założyłyśmy" wtedy na wsi, więc często nie dwoje, a kilkoro maluszków w wieku od roku do 5 lat miało się "na głowie"), albo moi chłopcy jakoś bardzo grzeczni byli, bo nie pamiętam, bym czuła się jakoś specjalnie tym zmęczona....ale to po prostu moge nie pamiętać, czas zaciera te gorsze chwile, zostawiając przyjemne wspomnienia ;-).A teraz z moją buntowniczką...hm...czasem mam dość, gdy ma dzień na "nie" (wszystko jest wtedy "nej ikke" i "nie chcę" )...ale generalnie okresy "Al-Kaidy" chyba sa rzadsze, niż grzecznej dziewczynki

.Więc też nie narzekam, bo może być gorzej.Fakt, ze ja mam duża ulgę z tym dagpleje, jakbym miała całymi dniami sama z nią siedzieć w domu, to też chyba za wesoło by mi nie było

...A tak to większość dnia niania się męczy
