Hej dziewczynki. Dzisiaj wyszłam ze szpitala.
Generalnie nic nie poradzili na ból głowy, sam przeszedł. Dali mi raz kroplówkę z lekiem przeciwbólowym ale nie zadział.
Ogólnie dobrze że się położyłam bo obejrzał mnie okulista (z oczami ok), neurolog (wg niego też wszystko ok), reumatolog który napisał że mam brać sterydy i może wreszcie gin się odczepi (nie przenikają one przez łożysko i nie mają wpływu na małego). Generalnie nic nie robiłam tylko ciągle coś jadłam.
Z ciążą wszystko ok, malutki waży 1373 g.
Generalnie już wiem że w tym szpitalu chcę rodzić bo atmosfera jest bardzo fajna. Napatrzyłam się na dziewczyny i większość ma problemy z tym że dziecko nie chce wyjść a nie z donoszeniem. Leżą bidulki po terminie i nic. Codziennie jakieś cesarki. I jakieś takie duże dzieciaczki się rodzą. Dzisiaj np jak wychodziłam brali na cesarkę dziewczynę ode mnie z sali, dzidziuś wg usg 4800 waży. Ale już w 32 tygodniu jej mały ważył 2500.
Ten pobyt w szpitalu jakoś mnie uspokoił.
Teraz czeka mnie przeprowadzka bo mój małż już jutro chce to zrobić. Przeraża mnie to ale wiem że trzeba. Teraz ze swoim ojcem montują drzwi. Wczoraj ekipa kładła nam panele. Super to wszystko wygląda. I w dodatku spółdzielnia wycięła 2 choiny włażące w okno w pokoju małego (napisałam podanie ale nie liczyłam że się uda). Także wszystko do przodu. Jest tylko jeden problem. Kasa. Jest gorzej niż liczyliśmy. Muszę zapłacić 2 czynsze za sierpień, tv i jakieś inne rachunki i nic nam nie zostanie (o ile nie zabraknie). Czyli znowu nie mogę dla małego nic kupić. Eh. Popłakałam się dzisiaj. Ale staram się myśleć tylko o tym że najważniejsze jest to że Bartuś jest zdrowy.
A dzisiaj kuzyna żona urodziła. Miała termin na 12 września.
Ale dziewczynki jak inaczej się żyje bez bólu. To musiała być zwykła migrena. Okropny ból i mam nadzieję że nie wróci
