Kochane ja powiem jeszcze jedno, z poprzednia córką robiłam uważam dziś duzy błąd...włóczyliśmy się po znajomych, brałam ją na zakupy do supermarketów, miała kontakt z chorymi dziećmi, gdy wyglądały na zdrowe, wiec miała sie gdzie zarażać, wiele osób nas odiedzało jak było chorymi, wiec moje maleńkie dziecko łapało wszystko, bo madry lekarz co nas prowadził często przepisywał antybiotyk, a mała jest alergiczką wiec choroby źle znosia i ja często ten antybiotyk musiałam podawać, byliśmy w szpitalu z rota bo przyjechała do mnie kumpela z dzieckiem, które "było zdrowe a już zarażało"(choć nie miała zrobionego badania w kierunku rotawirusa, więc nie wiem,c zy to napewno było to), dziś wiem,że nie bede latała z dzieckiem, od chorych porządnie stronimy, po sklepach latam sama, dbam o diete, a przy leczeniu właczam małej antyalergiczne leki i tak jak każdy katar kończył sie zapaleniem oskrzeli, tak dziś po 3 dniach mija. Mały dostaje probiotyk Biogaia ze względu na brzuszek, a przy okazji podnosi on odpornośc, ja tez staram sie zimę siedzieć w domu i jak narazie wszyscy dookoła chorzy a my zdrowi.
nie jesteśmy w grupie ryzyka, więc nie szczepimy dodatkowo.
A co do tragicznego skutku rota, to ja osobiście tez znam jeden, "mądra mamusia" czekała do ostatniej chwili,aby nie wylądować w szpitalu, bo to straszne przecież, leczyła domowymi sposobami, nie udała sie w porę do lekarza wiec dzidziuś odwodniony był na maksa, mało co życiem tego nie przypłacił, jak zajechali na izbę przyjęć był strasznie odwodniony, my pojechaliśmy do szpitala w południe, mała dostała biegunkę, potem zwymiotowała, nie czekałam na straszniejszy przebieg, zatrzymali nas by małą nawodnić i na obserwację. Dziecko w zastraszajacym tępie się odwadnia, wiec nie warto czekać na nic. Poza tym za drugim razem cała rodzinka załapała "grypę jelitową" i mała tylko wymiotowała i obyło się bez szpitala, wiec tez uważam, że jakas "odpornosć" wzrosła.