Czytałam przed 1 porodem, czytam i teraz (termin 11 maj)

U mnie z perspektywy czasu też było zabawnie.
Kilka dni przed terminem (11.07) rozpoczęłam generalne porządki, 7.07 przyjechała mi pomóc siostra męża. skończyłyśmy, pojechaliśmy do kina, wróciliśmy, poszłam siku i mówię mężowi, że chyba mi czop odchodzi więc pewnie jeszcze z tydzień do porodu..
Postanowiliśmy sprawdzić czy seks przyspiesza sprawę.
O 23 położyłam się spać, a o 2 obudziły mnie skurcze. Zmierzyłam- co 5 minut, myślę sobie dziwne... mówili, że najpierw są co 10..
Przypomniało mi się, że mamy wyładowane telefony i poszłam szukać ładowarki, s że nie mieliśmy szafy tylko kartony, to było to trudne..
Przyszedł mąż.
-co robisz?
-szukam ładowarki, gdzie ją dałeś?
- nie będę się nad tym zastanawiał w środku nocy
I poszedł spać.
Znalazłam, poszłam się spakować, wypiłam koktajl i myślę sobie- umyję się i jeszcze szybko wyprasuje rzeczy z suszarki.
Skurcze bolały, ale jaksię skupiłam na oddychaniu to było całkiem ok.
Mąż się przebudził ok 4 mówię, że się zaczęło, ale niech śpi skoro to ma trwać 20h, i że na 6 pojedziemy na Mszę omodlić malucha, a po zmianie dyżuru (po 7) do szpitala.
Wrszłam do wanny, pod ciepłą wodą było mi lepiej. Mąż nie umiał już spać, wstał ubrał się, zniósł torby, wraca i pyta co ile mam skurcze, ja, że nie licze.
Policzył (1min skurcz, 1min przerwa) i ponoć kazał mi wy**** z wanny do samochodu, czego nie pamiętam.
Dojechaliśmy przed 6, a tam ciemno, wszyscy śpią. Mąż dobudził jakąś położną. Ja z bólu nie byłam już w stanie mówić.
Przyszła zaspana, ja umieram, a ona
-kochaniutka nie przesadzaj, to są.dopiero bóle średniego natężenia..
Tym mnie dobiła.
W badaniu 3cm rozwarcia...
I myślę sobie- nie ma opcji, nie dam rady...
Kazała wypełniać papiery, ja nie umiałam mówić, ona przysypiała...
Poczułam, że muszę kupę, ona, że mnie zbada i mogę iść.
I obudziła się natychmiast - 7cm
Zadzwoniła po lekarza, mężowi dała papiery "pan to wypisze"
Lekarka chciała zrobić usg, ale nie było za wiele widać, bo dziecko za nisko..
Bada - 9cm i mówi - Panią.na wózek, bo już nie dojdzie...
Na porodówce cały czas kazali nie przeć- wybiła 7 - położne się zmieniały...
Jak przyszła kolejna zmiana to pozwolili przeć i w 40min miałam małą na brzuchu..
Ponoć w tym momencie wróciło we mnie życie, kolory i głos.
Od 1 skurczu 6h.
A teraz boję się, że będzie gorzej... ułożenie pośladkowe i lekarz mówi, że jak sie już nie obróci to jak będzie poniżej 4kg to będę rodzić, bo wieloródki rodzą...