Rzeczywiście, moja wiara stała się mocna i bezkrytyczna, a to dzięki moim dzieciom i tego co razem przeżyłyśmy. Trzeba było aż takiej straty, abym rzeczywiście uwierzyła.
Napiszę jeszcze odnoście tego zdania o lekarzach - bożkach. Akurat lekarze z zawodu wykonują swoją pracę na zasadzie powołania, niosą pomoc bliźniemu - samo dobro. Oni nie działają na zasadzie jakichś sił, mocy, ukrytych energii(tak ja to rozumiem) itp, poprostu leczą dostępnymi lekami i aparaturą. Ale jak od niejednego z nich usłyszałam(w tym od prof Wojtalika), oni robią tylko tyle ile mogą, reszta zależy od Pana Boga.
Rozumiem, że cięzko jest myśleć przez oczy samej wiary, ja też nie od razu tak potrafiłam, zwłaszcza jeśli stykamy się z bólem, chorobą, nieszczęściem...
Przez ostatni rok bardzo, bardzo intensywnie szukałam odpowiedzi na pytania i sprawy, które są dla nas takie trudne, że naprawdę wątwpimy w istnienie Boga... Krupko, ja już sporo ich otrzymałam na swoje pytania, ale wciąż sporo przede mną, i pewnie do końca świata nie będzie mi dane ich poznać, ale potem...?!
Ja wierzę w potem, dlatego mogłam się pogodzić z odejściem naszych dzieci.
Pamiętaj, że ja nikogo nie potępiam za to co robi, czy korzysta z metod niekonwencjonalnego leczenia czy też nie(przecież sama to robiłam). Wspomniałam o tym tylko dlatego, że dowiedziałam się jak to wygląda w oczach wiary katolickiej. Ale to, co kto z tym zrobi, to indywidualna sprawa kazdego z nas. Moje sumienie jest spokojniejsze, że mogłam o tym wspomnieć, bo ja wolałabym aby mnie uświadamiano o takich sprawach jak najwcześniej.
Kasiu, w wielu szpitalach jest ta sama zasada, że doba po operacji, nie przewiduje spotkania z dzieckiem. To trudne, ale przetrwasz
Skarby kochane
[*]...przypominają o sobie.
Miłego wieczorka życzę.