Liluu - no ja właśnie najczęściej z tych kupuję (chyba, że akurat nie ma), tylko nie wiedziałam jak one się nazywają, wkleiłam Hipp-a, żebyś wiedziała o jakie tubki - saszetki mi chodzi.
Najpierw czekaliśmy na wizytę listonosza, bo spodziewałam się koperty od mamy ( a w niej m.in. etui na telefon). A potem spacerek na pocztę, do sklepu, potem troszkę w domku, a jak mąż wrócił z pracy, to pojechaliśmy do sklepu z zabawkami, żeby kupić jakiś prezent dla kolegi Alinki, bo w piątek idziemy na urodzinki, a przy okazji kupiliśmy dla dzieci basenik na ogródek.
Wreszcie doczekaliśmy się skoszenia trawy na osiedlu - sukces normalnie!!! Trawsko juz po kolana było. Pies skakał jak zając, żeby przejść, a dzieci jak poszły dalej, to nie było ich widać, czy jeszcze są czy juz gdzieś poszły.
Nie wspomnę o tym, że tak pyliło, że ja non stop kicham i oczy mnie swędzą - koszmar!!!
Z premedytacją musiałam przedawkowywać przyjmowanie leków odczulających (Agnes nie czytaj!!), bo inaczej nie dałabym rady funkcjonować.