mnie też niestety spotkała taka o mało co zdrada. Był to wprawdzie wynik kryzysu jaki przechodziliśmy w ósmym roku małrzeństwa- w jakiejś ostrzejszej wymianie zdań dopiekłam chłopu, że i tak nikt go nie zechce, no i chciał sobie udowodnić, że tak nie jest. Na szczęście do niczego w końcu nie doszło, ale mogło, gdybym się w porę nie napatoczyła. Kosztowało mnie sporo wysiłku, żeby całą sytuację naprawić i jeszcze nie mieć żalu. Udało się, ale wolałabym drugi raz tego nie przechodzić.
Teraz mój mąż do tej pory (minęły dwa lata od tego przykrego incydentu) jest powtarza cały czas, że ma fantastyczą żonę, na którą nie zasłużył i naprawdę jest bardziej wyrozumiały i po prostu lepszy jako partner. Czasami trud wybaczenia się opłaca. Tym bardziej, ze wyrzuty sumienia szarpią go do tej pory.... no i dobrze,