o boziu, co ja tu czytam
mama dobrze że tacie się nic nie stało. rany! aż mi się ciemno przed oczami zrobiło jak to przeczytałam!!! w szoku jestem!! matko kochana, dzięki Bogu twój tata cały. mój G się na mnie dziwnie patrzy a ja cała przerażona.

od razu miałam przed oczami to wszystko. ja w zeszłym roku jechałam ze szkoły i też była pogoda paskudna- ulewa, że jechałam 20km/h bo nic nie było widać, wycieraczki nie nadążały. w pewnym momencie poczułam szarpnięcie i coś mi w głowę walnęło. okazało się że mi na auto spadła gałąź!! ogrooooomna!! rozwaliła szybę, wgniotła dach, zablokowała mi drzwi! i nie miałam jak z tego auta wyjść. ile samochodów mnie wyminęło, żeby jechać dalej, to bym nie zliczyła- normalnie olali to, a ja na środku drogi z gałęzią na samochodzie i pogniecionym dachem i maską!! dopiero jakiś koleś dużym autem się zatrzymał i się zainteresował. telefon mi nie działał w tą pogodę, więc on mi pomógł wyjść z auta (na szczęście obeszło się bez straży) i biegiem leciałam do hotelu, który jest w pobliżu, żeby zadzwonić na policję. a koleś zabezpieczył mi auto, stanął swoim za moim na awaryjnych i wogóle był super. jak mi się to przypomni to mi słabo, a jak jeszcze przeczytałam, że twojemu tacie DRZEWO spadło, to aż zbladłam.
co to się dzieje z tą pogodą...
no to się wywnętrzniłam ze wspomnieniami...
burza- super jak czujesz się fasolkowo
