reklama

Rodzeństwo naszych maluchów

zgred, podziwiam! Skad Ty tyle energii bierzesz?

Kasiunka, u mnie podobnie... Niby powinnam sie cieszyc z wlasnego mieszkania, a tak naprawde przytlacza mnie masa rzeczy do zrobienia i spraw do zalatwienia. I ten brak pieniedzy... :wściekła/y::-(
 
reklama
zgred również podziwiam i tak jak ola jestem nieco przerażona. czeka mnie naprawdę ciężki 2008 rok, dwójka malutkich dzieci, załatwianie kredytów, budowa domu, Maciek całe dnie w pracy a do tego musiał się zapisać na kursy angielskiego 2 razy w tygodniu po 2 godziny no i ja na studiach w weekendy. jestem tym totalnie przerażona, raczej wątpię w to czy dam radę, najbardziej się boję o mój związek z Maćkiem, bo już teraz nie jest różowo a co dopiero jak będziemy się widywać od czasu do czasu
 
Kropecka, dbaj o zwiazek mocno, bo przy braku czasu i tysiacu spraw na glowie wszystko potrafi sie zawalic i wymknac spod kontroli... wiem cos o tym :-( To kolejny powod mojego dola :-(
 
wiecie, dlatego ja nie rozumiem kobiet które chcą zrobić sobie dziecko aby umocnić swój rozpadający się związek z partnerem. jak dla mnie to pojawienie się dziecka w domu to bardzo duża próba dla związku i tylko bardzo silna więź jest to w stanie przetrwać. i to nie chodzi tylko o dziecko, bo wraz z przyjściem bobasa na świat zmienia się wiele aspektów naszego życia. brak czasu dla siebie nawzajem, więcej pracy, mniej przyjemności, różnego rodzaju kredyty na mieszkania, domy itp. Odpowiedzialność, już nie tylko za siebie ale za stworzoną rodzinę w bardzo krótkim czasie zwiększa się diametralnie, co jest przynajmniej dla mnie dość dużym obciążeniem psychicznym. Do tego dochodzi monotonia która mnie osobiście przytłacza totalnie. Czuję się wypalona z wszystkiego, nic mnie nie interesuje, nic mnie nie cieszy, na nic nie mam ochoty.
 
hmmm, zgadzam się, że dziecko nie wzmacnia związku, w taki sposób w jakiby sie oczekiwało-na pewno wiąże parę,ale emocjonalnie to huśtawka i dla mężczyzny i kobiety.My zdecydowaliśmy się na dziecko po 4 latach małżeństwa, a 9 latach bycia razem i wydawało mi się, że jestem na to przygotowana i tego najbardziej na świecie chcę, podobnie jak mąż....a jednak przez te 16 miesięcy-bo tyle prawie ma Marcelinka nie raz musiałam się gryźć w język zeby nie powiedzieć,"żałuję,że tak chciałam"to STRASZNE, zdaję sobie z tego sprawę, ale mój związek już nigdy nie bedzie taki jak kiedyś, moj egoizm muszę siłą poskramiac, bo najważniejsza jest córunia-KOCHAM JĄ,tak samo jak mojego męża, ale życie w tej rutynie, monotonii, odpowiedzilności i totalnym braku LUZU nie jest łatwe.Przyjemne, ale inaczej-bo dziecko zmienia podejscie do wielu spraw.:dull:
 
Oj babki to chyba jakaś jesienna deprecha nas dopadła:-( myślałam przez ostatnie dni że zabiję mojego a słowo rozwód to chyba najczęściej powtarzane słowo w naszym domu, bałam się że Julka załapie i będzie powtarzać! :-p
 
reklama
Też mam doła, ale bardziej przez pracę i "moje koleżanki". Jestem okrutnie zmęczona, nie mam na nic siły, a nikt tego nie zauważa (powinnam dostać nagrodę Nobla za kamuflaż).
Liczę, że mi do zimy przejdzie.

Ps. Nie łamcie się. Ja w ciągu 11 lat małżeństwa "rozwodziłam się" wielokrotnie.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry