Czesc dziewczynki.
Jestem tu pierwszy raz bo szukam wsparcia i pomocy. Jestem na samym początku ciąży - 7 tydzien i jestem strasznie pogubiona. Tata mojej dzidzi to chlopak, w ktorym zakochalam sie bezgranicznie ponad rok temu i on wtedy we mnie tez . Bylismy nierozlaczni - od poczatku nie zabezpieczalismy sie bo wiedzielismy, ze chcemy miec ze sobą dziecko. Jednak ON ma problemy ze sobą - glownie problem z alkoholem pomimo 28 lat. Wpadl nie raz w korek naszego wspolnego bycia, kilkutygoniowy nawet. Byly odwyki, rozstania i powroty - bo milosc ogromna a nalog nalogiem - tak to rozumialam i rozumielismy. Jak w koncu nam sie udalo zajsc w ciaze, byla wielka radosc bo dzidzia byla wyczekiwana i upragniona....zareczyl sie ze mna tydzien temu - cudowny, najpiekniejszy dzien. I zapewnienia, ze teraz ma cel, ze bedzie zdyscyplinowany i, ze alkohol nie bedzie wchodzil w gre. Jednak od 3-4 dni byla agresja, czepianie sie, zwalanie winy na mnie za kazde slowo i zarzucanie, ze marudze, ze sie czepiam...typowy glod alkoholika. Nawet jesli czasem pomarudzilam - to wszyscy go uprzedzali i mu mowili - nawet jego Mama - cudowna kobieta!!! , ze tak moze byc, ze mam hormony. Jednak ja sie zachowuje normalnie poza tym, ze placzliwa jestem. Do sedna - od wczoraj kazde moje slowo bylo interpretowane jako zle - ze jestem niedobra, ze go ograniczam i, ze przeze mnie musi sie napic. No i poszedl..pomimo moich prosb i blagania by byl ze mna, bysmy razem czas spedzili..koledzy i piwo wygrali. W koncu mu pwiedzialam, ze jest chorym alkoholikiem - to kazal mi wypier**** z domu - bo mieszkamy u niego. Powiedzialam, ze nie bedzie mna jak rzecza pomiatal i wyjde jak bede miala ochote - to mi dal kilka dni i wyszedl. On sie leczy u psychiatry - tzn aczal, bo ma problemy ze sobą, z utrzymaniem nastroju - jednak jak jest dobrze to jest taki cudowny, ale jak obudzi sie w nim ten drugi to jest tragedia. I nie wiem co mam robic...Nie mam swojej Mamy, bo zmarla, a Tata moj jest chory - choc mam w nim wsparcie. Musialabym wrocic narazie do taty ale mam szense na zakup wlasnego mieszkanka i zycia z maluszkiem w spokoju....Proszę Was o radę, bo czuję się bardzo samotna...pogubiona....i nie wiem co robic.....czy jak odejde a bedzie bardzo mu zalezalo to bedzie o nas walczyl..czy byc obok i czekac na ...??? nie wiem nawet na co....?
dziękuję z góry za rady.
Ps. Czy jakas Mama z Łodzi?
:*