A
agazoja
Gość
też mi ciezko, bo prowadze jednoosobowa firme, jestem na podtrzymaniu ciaży i o wszystko musze sie sama martwic; moi Rodzice jeszcze nic nie wiedza - zresztą wiem, że ze strony mamy wsparcia nie będę miała - niestety
Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
widac dla nich odpowiedzialnosc to cos, co przeraza najbardziej (szkoda tylko, ze nie zastawanawiaja sie nad tym, ze nas kobiety tez to przeraza a jeszcze zostajemy same ze wszytskim). a pokochac malenstwo? najpierw musieliby uswiadomic sobie, ze to juz jest malenstwo a nie TYLKO ciaza.Eh kobietki to wszystko jest beznadziejne. Nie tak miało być, etc...
Zadziwia mnie fakt że wszyscy ciesza sie z mojej ciaży, ciagle slysze gratulacje, dostaje zabawki i spioszki dla malej. Nawet moi rodzice zwariowali na punkcie wnuczki. Wiec dlaczego on zachowuje sie jak kompletny niedorozwoj?! Dlaczego oni wszyscy tak sie zachowuja?! Przeciez nietrudno jest poczuc sie do odpowiedzialnosci, a jeszcze prosciej pokochac to malenstwo...
Sama nie wiem co mam zrobic. Od 5 miesiecy czekam na jakis znak, ruch, cokolwiek co da mi odpowiedz na pytanie "co dalej?". Nie wiem na czym stoje, nie wiem jak powinnam teraz postapic, nie wiem czy mam zadzwonic do jego rodzicow i przekazac im radosna nowine. Po prostu chcialabym moc zaczac budowac przyszlosc, ale jak to zrobic nie wiedzac co z przeszloscia? Wiem ze sama sobie poradze, tylko ze nie chcialabym kiedys uslyszec "mamo dlaczego nie zrobilas wszystkiego zeby tato byl z nami?"...
czasem mozna czuc sie calkiem sama nawet gdy partner od nas nie odszedl. ja tez czulam sie sama w zwiazku z ciaza , jej zagrozeniem i moim fatalnym samopoczuciem. a potem zostalam sama w sensie fizycznym- i powiem, ze to chyba w praktyce niewiele sie rozni- moze nawet w pewnym sensie na wiecej mnie teraz stac gdy juz sie ludze, ze ktos mnie wesprze, pomoze.Witam...
Moja sytuacja jest troszke inna.., ale czuje sie jak kobieta samotna, mam 6 letniego synka z poprzedniego małzenstwa, poznalam wspanialego mezczyzne, jestesmy ze soba juz 5 lat i spodziewamy sie dziecka, jestem w 8 misiacu ciazy. Kiedy sie poznalismy on byl i nadal jest zonaty, nie zyje ze swoja zona natomiast nie ma rozwodu poznalam jego cala rodzine, która jest wyjatkowa, wspaniala. Caly czas zyjemy jak malzenstwo jednak on mieszka w innym miescie z racji swojej pracy. Dzieli nas spora odleglosc widzimy sie co tydzien co dwa tygodnie. Mam wrazenie, ze on ucieka w prace, ciagle zamyka mi usta stwierdzeniem, ze przeciez ktos musi zarabiac na dom. Drazni mnie rowniez fakt, ze on nadal sie nie rozwodzi mimo iz prosilam o to kilkakrotnie. Ze wszystkim jestem sama, a obecna ciąza wcale mi nie pomaga czuje sie fatalnie, miewam dni, ze nie chce mi sie wstawac z łózka, ale przeciez musze bo jest jeszcze drugie dziecko i szczerze mowiac tylko on mnie trzyma w pionie. Ale mam wszystkiego dosc, nie cieszy mnie ciaza raczej przeraza, a tak bardzo chcielismy miec dziecko.....
Eh kobietki to wszystko jest beznadziejne. Nie tak miało być, etc...
Zadziwia mnie fakt że wszyscy ciesza sie z mojej ciaży, ciagle slysze gratulacje, dostaje zabawki i spioszki dla malej. Nawet moi rodzice zwariowali na punkcie wnuczki. Wiec dlaczego on zachowuje sie jak kompletny niedorozwoj?! Dlaczego oni wszyscy tak sie zachowuja?! Przeciez nietrudno jest poczuc sie do odpowiedzialnosci, a jeszcze prosciej pokochac to malenstwo...
Sama nie wiem co mam zrobic. Od 5 miesiecy czekam na jakis znak, ruch, cokolwiek co da mi odpowiedz na pytanie "co dalej?". Nie wiem na czym stoje, nie wiem jak powinnam teraz postapic, nie wiem czy mam zadzwonic do jego rodzicow i przekazac im radosna nowine. Po prostu chcialabym moc zaczac budowac przyszlosc, ale jak to zrobic nie wiedzac co z przeszloscia? Wiem ze sama sobie poradze, tylko ze nie chcialabym kiedys uslyszec "mamo dlaczego nie zrobilas wszystkiego zeby tato byl z nami?"...
Krropelko mysle ze zawsze warto probowac. Chociaz po to, by miec swiadomosc ze zrobilo sie wszystko. Zeby nie zalowac, nie zastanawiac sie potem "co by bylo gdyby...".
Przykro mi kiedy ktos dotyka mojego brzucha, bo to on powinien go dotykac, glaskac, do niego mowic. Powinien interesowac sie, kupowac malej ciuszki, plakac kiedy na ekranie usg pojawi sie mała raczka. Ale tego nie robi i zapewne nie zrobi nigdy. Mam tylko nadzieje ze kiedy dzidzia przyjdzie na swiat nie bedzie walczyl o opieke nad nia, bo po tym co zrobil, po tym wszystkim co musialam przez niego przecierpiec, nie zasluguje na to by byc miec jakiekolwiek prawa do dziecka.
Czesto slysze ze przeciez on jest ojcem, ze dziecko musi miec pelna rodzine. Ale mysle ze jedna kochajaca matka jest lepsza od pełnej rodziny w ktorej facet tkwi na sile, z poczucia obowiazku.
Witam...
Moja sytuacja jest troszke inna.., ale czuje sie jak kobieta samotna, mam 6 letniego synka z poprzedniego małzenstwa, poznalam wspanialego mezczyzne, jestesmy ze soba juz 5 lat i spodziewamy sie dziecka, jestem w 8 misiacu ciazy. Kiedy sie poznalismy on byl i nadal jest zonaty, nie zyje ze swoja zona natomiast nie ma rozwodu poznalam jego cala rodzine, która jest wyjatkowa, wspaniala. Caly czas zyjemy jak malzenstwo jednak on mieszka w innym miescie z racji swojej pracy. Dzieli nas spora odleglosc widzimy sie co tydzien co dwa tygodnie. Mam wrazenie, ze on ucieka w prace, ciagle zamyka mi usta stwierdzeniem, ze przeciez ktos musi zarabiac na dom. Drazni mnie rowniez fakt, ze on nadal sie nie rozwodzi mimo iz prosilam o to kilkakrotnie. Ze wszystkim jestem sama, a obecna ciąza wcale mi nie pomaga czuje sie fatalnie, miewam dni, ze nie chce mi sie wstawac z łózka, ale przeciez musze bo jest jeszcze drugie dziecko i szczerze mowiac tylko on mnie trzyma w pionie. Ale mam wszystkiego dosc, nie cieszy mnie ciaza raczej przeraza, a tak bardzo chcielismy miec dziecko.....
ja bym chyba nie dała rady