”mala.di” pisze:
wcisnela jej ta strzykawe do buzi, wlewala to mleko i mowi do mnie, ze jak dziecko glodne nie bylo jak cala porcje zjadło...
No matko i córko!

Jakby babie wstrzyknęli coś prosto do gardła to trudno, żeby tego nie zjadła… A te 10-20% to naprawdę, tyle ma prawo dziecko spaść. Oczywiście musi to nadrobić, ale przy takich wartościach nie ma się co stresować. A pielęgniarki i położne tak stresują niepotrzebnie, żeby mogli szybciej się pozbywać mam z oddziałów. Leżałam na sali z jedną dziewczyną, synek spadł jej na wadze 9% (wszystko liczyłyśmy) w drugiej dobie i pediatra babiszon wydarła się po niej dosłownie, że dziecko zagłodzi, że jak nie rozumie co ona do niej mówi, to niech się zastanowi, czy chce je zagłodzić!! No masakra po prostu

. Biedna dziewczyna tak się zestresowała, że następną noc calutką przesiedziała roztrzęsiona i zapłakana z synem przy cycku. Następnego dnia na wizycie pediatrycznej dziecko ważone – podskoczył o 3%, czyli nadal spadek na wadze 6% w stosunku do wagi urodzeniowej – więc co to jest, paręnaście gram, bo ten jej synek to taka kruszynka była jak się urodził. A ten babiszon nagle w skowronkach, że cudowna waga, wzorcowo i w ogóle… A dziewczyna prawie się wykończyła nie tyle fizycznie co psychicznie.
A mój Tymek w tym czasie urodzony z wagą 3040g, spadł (leżąc cały czas pod opieką personelu na patologii) na najniższą wagę 2880g, czyli 6% w dół, a lekarze mówili, że tyle to nic, spokojnie mógłby spaść z wagi jeszcze i nie byłoby stresu, bo zdrowe dziecko do 20% dziecko ma prawo spaść.
”mala.di” pisze:
dziewczyny, kurcze, jakie my mamy szczescie ze udalo nam sie donosic ciąże , ze nasze dzieci żyją, w wiekszosci są już z nami, są tak silne...nawet te urodzone przed czasem, niekoniecznie od razu okazy zdrowa rosną w siłe
No, też tak ostatnio mój M wspomniał, jak wyszliśmy od mojej gin z gabinetu… Że jeszcze niedawno widzieliśmy na ekranie taki mały groszek :-) i doktor mówiła delikatnie, że to jest samiusieńki początek i żeby się jeszcze nie nastawiać, bo na takim etapie wiele ciąż się traci. Nie, żeby zestresować, tylko tak delikatnie, żeby nas nie zranić. To był 3 tydzień ciąży. A teraz Bąbel z nami, cały i zdrowy, mimo, że przyszedł na świat troszkę za wcześnie :-).
”k8libby” pisze:
asia, nie chcę położnej, bo nie chcę, żeby mi truła o szczepieniach. Podałam tez specjalnie adres zameldowania a nie zamieszkania, żeby sanepid zgłosił sie do moich rodziców a oni i powiedzą, że za granicą mieszkam.
Ależ Ty buntownicza jesteś w sprawie tych szczepień. Nie rozumiem tego

. Z resztą - prędzej czy później i tak Was dopadnie, bo jak dziecko do żłobka albo do przedszkola będziesz chciała oddać to musisz udokumentować szczepienia podstawowe. A położna środowiskowa nic na temat szczepień nie mówi. Nie po to do Ciebie przychodzi i nie od tego jest.
MieMie, no ale termin na ta obronę Ci się trafił… Trzymam kciuki. Przebrniesz przez to na pewno i będziesz hirołką

.
”MieMie” pisze:
1) jak pielęgnowałyście pępuszek, który odpadł?
To już było ostatnio na wątku o pielęgnacji. Ja jeszcze ze 3 dni przemywałam gazikiem spsianym Octeniseptem, bo to jednak trzeba według mnie odkazić jak się tam krewka zbiera.
”MieMie” pisze:
2.) czy regularnie czyścicie noski swoim dzieciom? Bo wydaje mi się, że Lila ma trochę zatkany. Trzeba więc podać jej roztwór z soli fizjologicznej zapewne tak?
Mój Tymek ma cały czas kozy w nosie

(i muchy chyba tez jak taki marudny

). Więc je tylko delikatnie patyczkiem wyciągam. Dopóki nie dostanie jakiegoś kataru nie będę mu nic wpsikiwać. Sama bym szału dostała, gdyby mi ktoś do nosa wodę psikał. Ale jeśli Lilka ma nosek zatkany to faktycznie coś z tym trzeba zrobić.
”RatinaZ” pisze:
Znaczy się – było Ci pisane, skoro wszystko inne ominęło

. No frajda z tymi Bąblami.
A ja ostatniej nocy dostałam chyba jakiegoś nawało pokarmu, słowo daję

. Normalnie Tymek dostaje butlę w nocy 2 razy, dopiero nad ranem dostaje pierś. A ostatniej nocy raz dostał pierś, potem po 3 godzinach znowu pierś - bo tak mnie bolały że stwierdziłam, że nie wytrzymam. Nażarł się tak, że usnął w trakcie jedzenia i bezwładnego go do łóżeczka przeniosłam

a ja dalej miałam full piersi. Z tej, z której się nażarł odciągnęłam laktatorem 30ml, z drugiej 40ml ale dalej twarde jak betony. Ręcznie dociągnęłam jeszcze bez wysiłku 20ml z obydwu i sikało dosłownie ciurkiem

. I to mleko, a nie ta pierwsza woda jak zwykle. No szok. Zobaczymy co będzie dalej...
Edit: Ten mój młody gniewny stracił gdzieś smoczek... Zostawiłam go zasypiającego ze smoczkiem w buzi, przychodzę i nie ma. Nie ma na podłodze, nie ma w kocyku, nie ma pod głową... No nigdzie go nie widzę. Jak śpiące dziecko może posiać smoka

. Niesamowite...