Cześć kochane sierpniówki :-),
Na początku witam nowe sierpniówki
Ja jak zwykle po przerwie...To ciekawe. Może moja nikła aktywność na forum i generalnie w internecie jest wprost proporcjonalna do zmian kondycyjnych? Pracuję jak pracowałam, sprzątam, piorę, gotuję, łażę z psiakiem, wszystko jak dawniej, tylko życie wirtualne podupada niemal całkowicie. Oznaka spadku formy? Pewnie tak. Bo po całym dniu ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę to jeszcze siadać przed ekranem i czytać ;-) Choć ciekawa jestem co u Was, jakoś ciężko jest się przemóc i zmobilizować umysł na tych chwil kilkanaście.
A ogólnie czuję się naprawdę nad podziw dobrze (odpukać). Nic mi nie doskwiera specjalnie. Brzucho czasem twardnieje, czasem pobolewa to tu to tam, ale nie wpływa to nijak na moje codzienne funkcjonowanie :-) Szczerze, to myślałam, że na tym etapie ciąży będzie ze mną gorzej. Przewidywałam, że stanę się już ociężała i z trudem ciągnąć będę w robocie z dzieciakami. A tu niespodzianka. Poza tym, że łapię zadyszkę na schodach do pokoju nauczycielskiego na każdej przerwie, to prosperujemy bardzo sprawnie
mala.di pisałaś, że się boisz o swoje twardnienia i pobolewania. Jesteśmy dokładnie na tym samym etapie ciąży i powiem Ci, że ja też tak mam. Konsultowałam to z lekarzem i usłyszałam, żeby się nie przejmować do czasu, aż bóle nie będą bardzo bolesne, regularne, bądź faktycznie utrudniające poruszanie...Tego się trzymam. Jesteśmy w ciąży ostatecznie i nasze brzuchy, mięśnie, wnętrzności, wszystko są naprawdę bardzo obciążone. Mają prawo boleć i się stawiać czasem

Masz wizytę niebawem, skonsultujesz wszystko z ginem. Głowa do góry, jestem pewna, że będzie dobrze!
Olga super sprawa z tymi zawodami. Zazdroszczę cierpliwości i weny do pracy z psiakiem. Ja z moim beaglem też kiedyś ćwiczyłam. I biegałam agility i elementy tańca z psem i tropy...Ale u mnie niestety robi czarną robotę słomiany zapał ;-) Po kilku miesiącach zapał obracał się wniwecz

Mam podobne do Ciebie odczucia względem oszczędzania się, a raczej jego braku...Też łapię się na tym, że może jednak powinnam przystopować? Sama nie wiem. Z jednej strony nic mi nie dolega, więc jakoś dziwnie jest mi sobie pobłażać, z drugiej zdrowy rozsądek gdzieś tam po cichu daje znać, że chyba jednak czas zwolnić...
Mart81 Witaj w gronie zamierzających pracować do lipca. Myślałam, że jestem w swoich planach osamotniona, a tu niespodzianka

Mam nadzieję, że forma pozwoli mi jak najdłużej działać w codziennym trybie. Bardzo mi to odpowiada. Jakoś tak zwyczajnie, spokojnie czas ciąży mi leci dzięki pracy.
jukix wielkie gratulacje!!!
doti a Ty na pewno masz problemy cukrzycowe? Twoje cukry po słodkościach są imponujące
Moja mała też siedzi pupą póki co...Też mnie to martwi. Strasznie zależy mi na porodzie SN. Marzy mi się jeszcze kilkoro brzdąców i chciałabym uniknąć konieczności cięcia...Tym bardziej za pierwszym razem. No, ale siła wyższa. Nic tu moim chceniu niestety :-( Jeszcze jest trochę czasu na odwrócenie, tego się trzymam
dzag mam nadzieję, że kuracja przyniesie efekty i jak najszybciej Was puszczą

Kciuki zaciśnięte w każdym razie!
MieMie współczuję nerwów...Takie życie razem, ale osobno faktycznie musi strasznie męczyć na dłuższą metę. Ja dostaję kota i czeznę w domu jak mój mąż ma dyżury popołudniowe i wraca po nocy. A to raptem kilka dni w miesiącu.
Nie jesteś furiatką. Żadna z nas, jestem przekonana, nie potrafiłaby łatwo przejść do porządku dziennego nad permanentnym brakiem męża w domu, tym bardziej, że nie do końca byłoby to spowodowane systemem pracy, a w jakiejś mierze wyborem...Jeśli nawet nie do końca wolnym, to jednak świadomym. Cóż pewnie nie będę odkrywcza jak napiszę - rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać, jak najwięcej, naj najszczerzej, jak najbardziej otwarcie

Mam nadzieję, że się Wam wszystko wkrótce unormuje
Miłego dnia
