Marcelina, przeczytałam od deski do deski wszystkie Twoje posty wczorajszo-dzisiejsze i tak jak ktos juz tu pisal, nie obylo sie bez łez wzruszenia. Wiem co czujesz, bo tez musze ścierać gluty z mebli, a do tego mój kundel spi na kanapie w pokoju

, ale ja jeszcze nie dorosłam do takiej decyzji jak Ty, moze dlatego, że Grzesiek sprzata po swoim "synusiu"

A moze tez dlatego, że ciązowe hormony we mnie buzuja i tylko jak on krzyknie na psa, to ja mam łzy w oczach, mysle, ze jak mały bedzie raczkowal, to bedzie ostateczny moment na wydoroslenie w kwestii psa

Nie mniej jednak z Ciebie jestem dumna, a zarazem zazdroszcze Ci podjecia decyzji. I oczywiscie gratuluje "wyleczenia" choroby ;-)