Ale fajnie się czyta te narzekania, nie jestem sama
Ja liczyłam z początku, że moja Mama przyjedzie do mnie może na tydzień mi pomoc jak już Mąż będzie musiał wrócić do pracy... ale Ona jest tak zmęczona opieką nad dzieckiem mojej siostry, że nie jest do tego nastawiona pozytywnie... a nie będę jej przecież zmuszać, nic na siłę ;-)
I się przestawiam na to, że jednak poradzimy sobie sami, kurde, samotne matki, ktore nie mają nikogo, dają rade, a my nie damy? Boje się cholernie, mam depresję, która albo po porodzie przejdzie, albo się pogłebi i będę musiała zacząć leczenie i nie będę mogła karmić (chociaż licząc na to że jednak tak aż źle nie będzie kupiłam laktator

)
Bo Teściowej bym nie chciała, nooo mam ciągle do niej duży żal, Ona dzwoni i oferuje nawet, że jak mi już ciężko, to może przyjechać posprzątać, albo zakupy zrobić, okna umyć... a ja nie chce później być nikomu nic dłużna... sama sobie poradzę z Mężem.. jak mam później wysłuchiwać, że wszyscy w rodzinie wszystko wiedzą co kto i jak, i że jakie drogie kafelki w łazience, a jej to no sandały lasockiego nie stać, a ja sobie kupiłam, a że koty mamy i że po co nam one i że w ogóle... jak dojdzie do zakupu wózka, to też pewnie będzie gadanie, bo też chce używany ale z takich lepszych wyhaczyć to będzie, albo że czemu łóżeczki nowe jak po bratanku jest, a oni to nie mieli i dziecko w szufladzie spało i też było dobrze
Taaaakże no, ponarzekałam i trochę mi lżej
Jak się mały urodzi to po powrocie do domu będziemy po prostu zamknięci w swoim świecie, próbując utrzymać je i siebie przy życiu