od tej całej akcji M. dzwonił chyba z 5 razy, odebrałam tylko 2 razy, pierwszy raz zadzwonił pół godziny po tym jak wyjechał do pracy, powiedział, że stoi w korku bo był wypadek i że dzwoni sprawdzić czy od niego odbiorę.
potem gadałam z mamą, poryczałam się jej, bo przyszła i zauważyła, że coś nie gra ze mną. Zapytała a ja się poryczałam i wszystko jej opowiedziałam.
no i jak zaczęłam ryczeć to się uspokoić nie mogłam, w tym czasie M. dzwonił ze 2 razy ale nie odebrałam.
potem zadzwonił kolejny raz, odebrałam, zapytał, dlaczego nie odbierałam, powiedziałam, że "powiedzmy, że byłam zajęta", no i zapytałam w jakim celu dzwoni, odparł, że tak sobie, pogadać...
ale zaczął gadać do kursanta, że coś zrobił źle i co teraz ma zrobić i gdzie jechać i powiedział, że zadzwoni później.
nie wiem po jaki kij do mnie wydzwania cały dzień skoro wie, że jestem na niego wściekła i nie mam ochoty z nim gadać.