Byłam wczoraj na 2 wizycie u lekarki, którą poleciła mi moja koleżanka. Bardzo ją zachwalała, miałam pewne obawy, bo czytałam na necie o niej dobre opinie jak i złe. Ale postanowiłam spróbować, bo moja gin wyjechała do innego miasta i miałabym bardzo do niej daleko. Na pierwszej wizycie wydawała mi się taka oschła, ale wytłumaczyłam sobie, że może miała gorszy dzień lub może to dlatego, że to pierwsza wizyta i jeszcze mnie nie zna. Byłam wczoraj i mnie zaszokowała, oziębła była od początku, ale jakoś nie zwracałam na to uwagę, chciałam tylko, żeby jak najszybciej zbadała mnie i zobaczyła czy wszystko z ciążą OK. Zaczęło się badanie, a ona zadała mi pytanie czy chce L4, powiedziałam jej, że nie bo nie mogę zostawić pracy teraz, bo muszę przyuczyć innego pracownika. Powiedziałam jej, że chce pracować do końca września, bo tak obiecałam mojemu pracodawcy. Ona zaczęła na mnie wrzeszczeć, że tak nie wolno mówić, bo ona może mieć kontrolę z ZUSu. Jej wyraz twarzy był straszny, myślałam, że ucieknę z tego fotela. Zrobiła mi Usg z wielkim oburzeniem i stwierdziła, że ona może mi teraz w tym momencie wystawić L4, bo dziecko nie wygląda na 8 tydzień, bo jest za małe. Ja zapytałam jej czy mam się czym martwić, odburknęła mi, że nic nie może mi zagwarantować, że będzie wszystko dobrze i, że może mam długie cykle i w ciążę zaszłam późno. Ja jej opowiedziałam, że przy drugiej ciąży miałam tak samo, pamiętam, że miesiączkę miałam 19 lipca, a w ciążę zaszłam między 1 a 3 sierpnia. Tylko wtedy moja gin miała dużo lepszy sprzęt i od razu wyliczyło jej późniejszy termin porodu i inny tydzień ciąży niż wychodził z miesiączki. I teraz mam podobnie, bo miesiączkę miałam 10 lipca, a w ciążę zaszłam między 24 a 27 lipca, a owulację miałam najprawdopodobniej 27, bo wcześniej nie było przytulanek, więc sama się nie zapyliłam. Powiedziałam jej to wszystko, ale ona tak jakby nie miała ochoty mnie słuchać, stwierdziła tylko, że dziecko zamiast wyglądać na 8 tygodni wygląda na 6. A obliczając od tego mojego poczęcia, które Ja wiem, że właśnie nastąpiło w którymś z tych dni, czyli 24-27 lipca jest właśnie ok. 6 tygodni. Ale ona wolała cały czas gadać o L4 niż mnie słuchać. Wyszłam i rozbeczałam się. Całą noc prze płakałam. W przyszłym tygodniu wybieram się do nowej gin, którą poleciła mi moja bratówka i mam nadzieję, że okaże się że jest wszystko OK. Nie wiem co o tym myśleć, czy się martwić, czy nie? Przepisała mi dupaston, nie wiem czy zacząć go brać? Nic już nie wiem?