Iwo - spokojnie. To, że się Tobie nie udało 4 razy nie ma nic wspólnego z brakiem farta ;-) Po prostu bocian się ociągał.
Starania o dziecko, to skomplikowany proces. Nieraz potrzeba czasu. Tu, wydaje się nam to często niesprawiedliwe "że długo, że wcale, że tracimy upragnione ciążę, że dzieci odchodzą".
Mam nawiedzona ciotkę. Jest bioenergoterapeuta i ma swoje różne teorie. Ja to z dystansem do tego wszystkiego podchodzę ;-) i staram się odcinać od ezoteryki. Miałam naprawdę kiepską sytuację rodzinną. I ciotka mi powiedziała, że dusza zanim trafi do ciała dokładnie wie, co ją czeka. I że sama sobie wybrałam taki los. Różne filozofie i religie mówią o predestynacji, ale to, że to ja mogłam zdecydować o sobie przed wejściem do ciała lepiej mi brzmi niż, że jakkolwiek rozumiana Siła Wyższa, by mnie skazała na pewne sytuacje.
Może gdzieś jest sens tego wszystkiego.
Patrząc wstecz wiem, że większość staraczek zobaczy upragnione dwie kreseczki. No albo i wszystkie. Trzeba być wytrwałym. Były już z nami kobietki starające się od lat zszokowane widokiem dwóch kreseczek :-)
Mychunia - oj, czuję, że to ten cykl! Łap bociana

Przyznam się Tobie, że pomyślałam, że może też powinnam była tak jak Ty odczekać dłużej po zabiegu. Być może moje plamienia były wywołane pękaniem świeżych zrostów. Może nie najadłabym się tyle strachu.