Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Wyobraźcie sobie moją minę, bo ja byłam święcie przekonana, że skoro zaczęliśmy staranka, to on się przekonał i zaczął chcieć
Pamiętam jak mu pokazałam II na teście - najpierw spytał co znaczą dwie kreski, jakby z nadzieją, że jednak to nie ciąża, a potem spytał 'tak szybko się udało?' (prawie pół roku - dla mnie to był czas ciągłych badań, stymalcji, monitoringów, stresów, I kresek, łez i niemalże błagania o seks...
). Akurat byliśmy na wakacjach w górach i ja nie chciałam się forsować chodząc intensywnie i jeżdżąc na rowerze, a on wyjeżdżał mi z tekstami, że ciąża to nie choroba
na co mu odpowiadałam, że może i nie choroba, ale kto powiedział, że uda się donosić ciążę jeśli nie będzie się o siebie dbać?? Pamiętam też, że raz rzuciła jakiś taki tekst, że jeszcze można mi tę ciążę zabrać
Generalnie jak widzicie, nie mam zbytnio ochoty mówić mu o ciąży, bo chcę jak najdłużej zachować dla siebie tę radość, nieskażoną głupimi tekstami M. W poprzedniej ciąży musiałam go na siłę ciągnąć na usg, bo nie chciał mi w nich towarzyszyć - zmusiłam go, bo nie byłabym w stanie powiedzieć mu, że serduszko nie bije lub że wyszedł kiepski wynik przy badaniu przezierności karkowej i wolałam żeby zrobił to lekarz, gdyby zaszła taka potrzeba. M nie chciał głaskać brzucha, ani dotykać małej jak wypychała mi brzuch rączką lub nóżką, nie mówił do niej... Czułam się osamotniona, a jak dziecko się już urodziło, to główna opieka spadła na mnie, zaczęło się między nami psuć i nie jest specjalnie różowo - jest 'normalnie', bez specjalnych wzlotów. Wiem, że już tak będzie, że ja muszę zrezygnować z mojego życia i poświęcić się dzieciom, bo od niego dużego wkładu oczekiwać nie mogę (chociaż bywam twarda i wymuszam żeby chociaż trochę się dzieckiem zajmował), ale mam go w nosie, bo nie musimy mieć przecież identycznych priorytetów, a chłop to jednak zawsze jest jak dziecko i odpowiedzialność za sprawne działanie rodziny spada na kobiety. Do starań o drugie dziecko myślę, że przekonał go rozsądek - nie namawiałam specjalnie, nie naciskałam, bo mnie się też tak za bardzo nie chce znowu pieluch, ale chcemy się w przyszłym roku wyprowadzić do domu jednorodzinnego na totalnym zadupiu i córka umarłaby tam z nudów, więc potrzebne jest dla niej towarzystwo, a poza tym nie chcę robić córce takiej krzywdy, że jak my będziemy starzy, to ona będzie sama z problemem opieki nad nami (mój M jest jedynakiem i zaczynają się problemy z jego mamą, więc M ma okazję przemyśleć to i owo). W obecnych starankach było łatwiej z seksem, bo mimo, że inicjatywa była po mojej stronie, to nie opierał się i kochaliśmy się wtedy, gdy się do niego dobierałam.
lamorela, gratulacje!!!
Co do mojego M, to z nim jest tak, że on nie chciał dzieci (faceci są wygodni i to rzadkość żeby mieli taki instynkt jak kobiety) - do pierwszego go przekonałam, ale potem mi wygarnął, że go zaszantażowałamWyobraźcie sobie moją minę, bo ja byłam święcie przekonana, że skoro zaczęliśmy staranka, to on się przekonał i zaczął chcieć
Pamiętam jak mu pokazałam II na teście - najpierw spytał co znaczą dwie kreski, jakby z nadzieją, że jednak to nie ciąża, a potem spytał 'tak szybko się udało?' (prawie pół roku - dla mnie to był czas ciągłych badań, stymalcji, monitoringów, stresów, I kresek, łez i niemalże błagania o seks...
). Akurat byliśmy na wakacjach w górach i ja nie chciałam się forsować chodząc intensywnie i jeżdżąc na rowerze, a on wyjeżdżał mi z tekstami, że ciąża to nie choroba
na co mu odpowiadałam, że może i nie choroba, ale kto powiedział, że uda się donosić ciążę jeśli nie będzie się o siebie dbać?? Pamiętam też, że raz rzuciła jakiś taki tekst, że jeszcze można mi tę ciążę zabrać
Generalnie jak widzicie, nie mam zbytnio ochoty mówić mu o ciąży, bo chcę jak najdłużej zachować dla siebie tę radość, nieskażoną głupimi tekstami M. W poprzedniej ciąży musiałam go na siłę ciągnąć na usg, bo nie chciał mi w nich towarzyszyć - zmusiłam go, bo nie byłabym w stanie powiedzieć mu, że serduszko nie bije lub że wyszedł kiepski wynik przy badaniu przezierności karkowej i wolałam żeby zrobił to lekarz, gdyby zaszła taka potrzeba. M nie chciał głaskać brzucha, ani dotykać małej jak wypychała mi brzuch rączką lub nóżką, nie mówił do niej... Czułam się osamotniona, a jak dziecko się już urodziło, to główna opieka spadła na mnie, zaczęło się między nami psuć i nie jest specjalnie różowo - jest 'normalnie', bez specjalnych wzlotów. Wiem, że już tak będzie, że ja muszę zrezygnować z mojego życia i poświęcić się dzieciom, bo od niego dużego wkładu oczekiwać nie mogę (chociaż bywam twarda i wymuszam żeby chociaż trochę się dzieckiem zajmował), ale mam go w nosie, bo nie musimy mieć przecież identycznych priorytetów, a chłop to jednak zawsze jest jak dziecko i odpowiedzialność za sprawne działanie rodziny spada na kobiety. Do starań o drugie dziecko myślę, że przekonał go rozsądek - nie namawiałam specjalnie, nie naciskałam, bo mnie się też tak za bardzo nie chce znowu pieluch, ale chcemy się w przyszłym roku wyprowadzić do domu jednorodzinnego na totalnym zadupiu i córka umarłaby tam z nudów, więc potrzebne jest dla niej towarzystwo, a poza tym nie chcę robić córce takiej krzywdy, że jak my będziemy starzy, to ona będzie sama z problemem opieki nad nami (mój M jest jedynakiem i zaczynają się problemy z jego mamą, więc M ma okazję przemyśleć to i owo). W obecnych starankach było łatwiej z seksem, bo mimo, że inicjatywa była po mojej stronie, to nie opierał się i kochaliśmy się wtedy, gdy się do niego dobierałam.
Poprzednim razem zaszłam w ciążę także w lipcu - to było 4 lata temu i miałam wtedy termin na 10.04, a teraz na 8.04, a córka urodziła się przez CC pod koniec marca - fajnie jakby się drugie dziecko urodziło w podobnym terminie