hejka, jaki koniec swiata. na NASA website jest wszystko wyjasnione, wiecej optymizmu, za rok o tej porze mam nadzieje, ze wszystkie staraczki czyli my tutaj bedziemy ciesyc sie naszymi nowymi maluszkami i tymi co juz mamy. :-) A wracajac do tej lutki. Ja zanim zaszlam w kolejna ciaze bylam u mojej najlepszej na swiecie pani ginekolog i wyzalilam sie ze wreszcie zamiast martwej ciazy chcialabym donosic i urodzic dla odmiany. po dlugim wywiadzie i badaniach na tarczyce, dostalam lutke 2 razy dziennie, encorton i oczywiscie tyroxyne na tarczyce i kazala mi to wszystko brac jak sie znowu zaciaze. W koncu po 23 miesiacach udalo sie i zaszlam, bralam leki, do tego jeszcze doszly zastrzyki - clexane no i aspiryna i urodzilam zdrowa coreczke. Tutaj w Angli dalej bym byla bezdzietna, bo takich lekow to oni nie stosuja. Jak juz zaszlam w ciaze to sie nie przyznalam, ze cos biore, mam te angielska sluzbe zdrowia gdzies. Niestety glupiutka myslalam, ze moze po urodzeniu Emily moje cialo jakos sie uzdrowi i jak zaszlam w ciaze to nic niebralam i znowu byla martwa ciaza. Teraz sie nie dam, bedzie ta, jak z Emily, teraz tylko musze zajsc w ciaze, hmmm... ciekawe kiedy to nastapi, ile cylki minie. :-)