Ja za to mam mały problemik w związku z pracą.
Bo teraz kiedy byłam w tej poronionej ciąży to mój kierownik dowiedział się o niej przed samym poronieniem, tzn. ja nic nie gadałam ale on jakoś dziwnie się zmiarkował- sam zapytał : "to co, będzie nas więcej? "
Więc wtedy przytaknęłam, bo byłam już po wizycie u lekarza który potwierdził tę ciążę. To był właśnie 7 tydzień.
A że miałam pobolewania mocne i niepewne wyniki to kazał mi się oszczędzać więc od razu wykorzystałam to w pracy i powiedziałam kierownikowi że jestem na podtrzymaniu i by miał to na uwadze. Nie robił żadnego problemu, nawet był skłonny do zmiany mojej pracy na tylko papierkową, bez obsługi klienta.
Oczywiście jak już było po wszystkim powiedziałam mu o tym również by wiedział na czym stoi, więc oboje wobec siebie byliśmy uczciwi.
Może nie mówiłabym mu o tej ciąży gdyby nie to że sam o to zapytał. W sumie nie miałam nic do ukrycia.
Teraz jednak mam problem.
Bo jak zapewne orientujecie się , wiele firm po nowym roku zaczyna narzekać na wszystko, i u nas też coraz częściej rozmawia się o tym, że nie wiadomo jak długo firma się utrzyma itp.
Na dodatek, miałam przedwczoraj ścięcie właśnie z kierownikiem i to takie porządne, podczas którego wykrzyczał mi że nic nie robię itp. (w złości- wiadomo) bo ja jemu wygarnęłam kilka rzeczy a przecież nie powinnam- no jak to, kierownikowi?
I podczas tego ścięcia padły słowa z jego strony, że możemy nawet nie pracować razem, coś w tym stylu.
Więc ja do niego - że co, że mnie straszy czy szantażuje?
I koniec, potem już do tego nie wracaliśmy...Jakoś normalnie pracowaliśmy, następnego dnia również.
I teraz mam problem, bo chodzi mi o to co powinnam robić dalej.
Czy w ogóle mówić mu o tej kolejnej ciąży, czy to jednak za wcześnie.(bo w sumie ciąża jako tako nie stwierdzona)
Czy z drugiej strony gdyby wiedział od początku to by miał to na uwadze, albo może przez ten wzgląd hamował by się czasami ze swoim traktowaniem pracowników.
A tak naprawdę najbardziej obawiam się w tym momencie ewent. zwolnienia (tfu tfu), no bo jak widzicie- warunki do tego są może i sprzyjające.
A może niepotrzebnie się zamartwiam...:-(
Chodzi o to, żeby się jakoś zabezpieczyć. Tzn. myślę że może jakby wiedział o tym, to by był świadom że kobiety ciężarnej nie można zwolnić. Tylko co potem gdyby okazało się że ciąży nie ma(tfu tfu)?
Albo myślę że po prostu mówiąc mu o tym miałabym tę pewność że nic mi nie zrobi i spokojnie bym pracowała.
No bo w razie nawet tej najczarniejszej opcji zwolnienia- niefajnie gdybym dostała wypowiedzenie(pomimo ciąży, bo wtedy umowa kończy się w chwili porodu, a tak mam umowę dłuższą)
Cholera, głowię się i troję co tu robić...
Co wy o tym myślicie?
PORADŹCIE!