• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Starania po straconej ciąży

  • Starter tematu Starter tematu kalina
  • Rozpoczęty Rozpoczęty
Ani@k o ile nic nie mylę, badanie histopatologiczne to badanie płodu w celu znalezienia przyczyny obumarcia. Wyniki przychodzą po ok.2-3 tygodniach, zatem możesz zapytać się w szpitalu czy było robione. Z tego co wiem, teraz każda kobieta dostaje pytanie czy chce dokonać pogrzebu - ja straciłam ciążę w 8/9 tyg, nigdy nie słyszałam bicia serduszka, na pogrzeb się nie zdecydowałam. Podpisałam oświadczenie że zgadzam się na "grób zbiorowy". Decyzje straszne do podjęcia. Moja pierwsza ciąża, wiem jak to strasznie brzmi, nie chciałam zaczynać od chodzenia na cmentarz. Ja dowiedziałam się że jest coś nie tak w 6/7 tygodniu, czekaliśmy jak sprawa się rozwinie, miałam czas na zastanowienie (inna koleżanka która też poroniła mówiła mi że będą pytać czy chcę pochować płód) i podjęłam świadomą i przemyślaną decyzję której nie żałuję. Od czasu zabiegu minęło u mnie prawie 4 miesiące. Co do pochówku, wiem że może mieć znaczenie tydzień ciąży, wielkość płodu, może dlatego u Ciebie pochówek musiał być. Pierwszą @ dostałam 41 dni po zabiegu (przeciętnie występuje 2-6 tyg po, jeżeli dłużej niż 8tyg powinno się iść do gina wtedy raczej będzie wywołanie @). Na wizytę kontrolną kazano przyjść 2 tygodnie po zabiegu, w celu sprawdzenia czy coś nie zostało.
 
reklama
Ewelka, bidulko, nie stresuj się za mocno, dobrze, że od razu wzięłaś luteinę, a tak w ogóle to lekarz nie kazał Ci brać jej przez kilka pierwszych tygodni, bo mi lekarka w PL po pierwszej wizycie z Piotrusiem dała na wszelki wypadek, jako że miałam historię z poronieniem i kazała zakładać chyba 1 rano a 2 na noc, chyba..., nie pamiętam dobrze, ale cieszę się że mi dała, bo tu nic nie dają na podtrzymanie ciąży do 12tc, bo ma być naturalnie :wściekła/y: a co z kobietami co mają problem z hormonami:wściekła/y::wściekła/y::wściekła/y: Nie każde dziecko, które zostało nie donoszone ma wady, czasem po prostu organizm matki jest słabszy, są różne problemy... Kochana, leżenie to najlepsze co możesz teraz zrobić no i zadzwoń do gina spytać chociaż ile najlepiej tej luteiny brać. A na bolące uszko, to ja sobie smarowałam amolem w okolicach ucha i w golfie nawet spałam albo tak jak pisze Lopop olejek kamforowy. Moja Sis synowi, który ma często zapalenie ucha zakrapia zawsze krople do oczu, ale nie wiem czy w ciąży to wolno stosować. Najlepiej uśmiercić zapalenie w zalążku. No i czosnek obowiązkowo, najlepiej kilka ząbków dziennie, ale z mlekiem i miodem czosnek nie jest taki mocny w smaku, więc łatwo go przełknąć. No i herbatka z imbirem i cytryną też mi pomagał w przeziębieniu. Co do Piotrusia to mam taką salę gimnastyczną w brzuchu że szok, aż Go przed chwilą nagrałam, by pokazać Tatusiowi jakie ziółko z Synka, bo przy nim jakiś grzeczniejszy jest :confused:.
Ani@k witaj u nas, ja również zapalam wirtualną świeczuszkę
[*] dla Twego Aniołka a Ciebie przytulam. Ile razy czytam o kolejnej stracie to aż w sercu kłuje:-( U Ciebie rana w sercu jest bardzo świeża bo to dopiero 2 tygodnie po tej strasznej stracie. Powiem Ci, że to że pochowałaś swe Maleństwo to chyba nawet lepiej, ja bym chciała mieć grób, na którym zapaliłabym znicz, zaniosła kwiatek, a tak mam tylko Aniołka w niebie. Powiem Ci, że musi to być dobry szpital, bo traktuje płód jako człowieka i super że sami wychodzą z propozycją pochówku, bo rodzice w takim momencie nie wiedzą że jest taka możliwość. Co do Twego smutku, to tak jak pisze Danutaski, musisz przeżyć swoją żałobę, płacz i mów o tym co Cię boli, jeśli odczuwasz taką potrzebę, bo w końcu straciłaś swe ukochane Dziecko więc masz do tego prawo. Z czasem ból będzie mniejszy, ale zawsze pozostanie pustka i blizna w sercu. Nie napisałaś jak długo staraliście się o Dzidziusia i czy robiłaś przed poczęciem jakieś badania... Bo jeśli nie, to warto już na tej wizycie kontrolnej poprosić o zlecenie serii badań, jeszcze zanim zaczniecie się starać po raz kolejny.
 
Danutaski badania histop. nie robiono, nawet nikt mnie nie poinformował że moze takie być zrobione... ja w szpitalu byłam kompletnie "zielona"... nie wiedziałam nawet co do mnie mówią - chyba taki rodzaj "skrzywienia psychicznego"... nie wiem czy któraś z Was miała taki przypadek, ale mnie poinformowanoo że mogę pochować swoje Dziecko... i jeżeli się na to nie zgodzę, szpital zrobi to za mnie na koszt gminy... :-(
Dodatkowy cios prosto w serce. W ciągu całego mojego życia nie miałam zadawanych tylu trudnych pytań jak podczas mojego pobytu w szpitalu...
Pochowałam moje Maleństwo...:sad:
Nigdy więcej takich wrażeń.

Do tej pory nie umówiłam się na wizytę kontrolną, spróbuję jutro i poczytam polecaną przez Ciebie stronę. Muszę zrobić listę pytań...
Ehhh...

Kochana z calego serduszka Ci wspolczuje, ja rowniez nie dawno stracilam coreczke w 29tc ciaza bez problemowa u mnie tez zadnych wad nie ma, porod odbyl sie na noszach pogotowia bo personel byl zajety papierkami. Do tego mialam majtki na sobie z podpaska i gaza... jakis horror. Jak przestalam krzyczec o pomoc wreszcie sie pojawili... i stwierdzili "o kur..." po minucie poinformowali mnie, ze dziecko bylo martwe wczesniej... nawet nikt nie pomyslal o ktg czy zwyklym osluchowym zerknieciem co u malej... o matko co ja pisze, oni nawet nie wpadli na pomysl zeby zdjac mi majtki!!! Po kolejnych 2 minutach zapytali mnie o obdukcje, gadali o pogrzebie... zaraz po urodzeniu glowki (czulam jaki opor stawialy majtki wypchane gaza, nigdy nie zapomne tego uczucia) z obojetnialam... nie bylo sensu krzyczec wiecej...

Bardzo Ci wspolczuje, wiem, ze nigdy nie zapomnimy o naszych Skarbach ale musimy zyc dalej i musimy nauczyc sie z tym zyc... nikt nie mowi ze to bedzie latwe ale nie mamy wyjscia.
My podjelismy decyzje bardzo szybko, chyba po tygodniu, ze chcemy sprobowac raz jeszcze... dzis juz wiem, ze szpital do ktorego mnie zawieziono nie jest gotowy na przyjecie wczesniaka, sala w ktorej rodzilam nie przypominala nawet gabinetu zabiegowego... na cale szczescie nie musieli robic zabiegu, wiec nie mieli szansy spier.... nic wiecej dlatego jestesmy dobrej mysli.

Idz Kochana do lekarza, zrob badanka i wiem, ze to nie latwe ale nie mysl negatywnie to na 100% nie pomaga wrecz przeciwnie.
Sciskam mocno i zapalam swieczuszke dla Twojego Anioleczka
[*]

p.s.
ja tez w styczniu 35 zaczne... ale dzien po Was
 
Ostatnia edycja:
Myszka to przerażające co opisałaś, co przeżyłaś ;( to rzeczywiście opowieść jak z horroru medycznego. Dobrze że przynajmniej obyło się bez zabiegu. U nas też obyło się bez, ale kilka dni później miałam stawić się na USG kontrolne a położna bez sprawdzenia od razu na łyżeczkowanie mnie wysyła. Ja że jak to, przecież lekarz wyraźnie napisał że mam na kontrolę przyjść, czy macica się oczyściła, to dopiero krowa poszła sprawdzić że rzeczywiście mam tylko USG na początek przewidziane, a ja już się trząść zaczęłam na samą myśl, że mogą coś spartaczyć i ubrana już do domu chciałam wracać, szybciej bym do Polski na zabieg poleciała. Koleżanka z pracy, Irlandka, poroniła jakoś w kwietniu i jej w trakcie łyżeczkowania coś namieszali, później miała komplikacje, nie wiem jaki to ma teraz finał, ale ona już ponad 37 lat i to była jej pierwsza ciąża. No ale w Niemczech takich historii bym się nie spodziewała, to jest bardziej cywilizowany kraj... przynajmniej tak by się mogło wydawać. Jesteś bardzo silna i dzielna, na prawdę Cię podziwiam. No i życzę z całego serca, by listopad/grudzień należał do Was i przy kolejnej Wigilii było dodatkowe nakrycie na stole z butelką mleka :*
 
Myszka2829 aż mi ciarki przechodzą gdy czytam Twoją historię, jest aż niewiarygodna! Podziwiam za siłę w Tobie, ściskam mocno i zapalam
[*] dla Twojego Aniołka.
Galwaygirl zrobiłam sobie jeszcze badania: FT4 mam w normie (15,76 na przedział 12-22) ale anty TPO mam 138,8 na 0-34. Prolaktyna w normie, cholesterol 198 na 120-200. Szperałam w necie, znalazłam że wysokie TSH oraz anty TPO to najprawdopodobniej Hashimoto, czy to prawda? Wizyta u endo jutro.
 
Dziekuje dziewczynki za mile slowa i swieczuszke dla Sary.

Moze i kraj cywilizowany, ale biurokracja jest tu wszechobecna wszedzie. Czlowiek jest potrzebny tylko zeby im papiery przyniesc ;-).
Nie umiem powiedziec skad mam tyle sily, ale z niecierpliwoscia czekam na wyniki z lozyska i zaczne walczyc z pogotowiem i szpitalem. Moje szczescie jest typowym niemcem, jak mu powiedza ze slonce swieci w nocy to przytaknie... czesto sie o to "sprzeczalismy", bo mnie pewne idiotyzmy urzedasow wydawaly sie az niewiarygodne. Ale nie tym razem, teraz stoi za mna murem i rownie niecierpliwie czeka jak ja na wyniki. Wtedy dopiero im pokaze jak wyglada Matka Polka, zebym miala rozpetac im tu trzecia wojne swiatowa to nie odpuszcze. Nie dla mnie, to czasu nie cofnie ale moze uchroni to kolejne kobiety przed podobnymi sytuacjami.
Danutaski nie pomoze mi jesli sie zalamie, moze mnie latwiej bo mam synka prawie 15 lat biedniutek spac wtedy nie mogl tak sie bal o mnie.
To co opisalam to taki duzy skrot tamtego wieczoru, rano dali mi zdjecie malej...musialam ja zobaczyc i to byl grom z jasnego nieba. Mala miala zdeformowana glowke (oszczedze Wam szczegolow ale nie jest to naturalna deformacja po porodzie), wtedy sobie przypomnialam slowa doktorowej... "to nie moglo jej zabic". Szlag mnie trafil plakalam, a w srodku mnie az roznosilo, zlosc choc wscieklosc bardziej odzwierciedla co czulam. Przyslali mi jakas kobitke z organizacji wspierajacej kobiety po stracie dziecka, malo mnie interesowalo co ona mowila do mnie. Nie pytalam dlaczego ja, co za bezsensowne pytanie...
Wiem jedno, mam cale zycie przed soba i do samego konca bede z nimi walczyc, wiekszej krzywdy juz mi nie moga zrobic.
Czasem jak czytam nasze lutowki Galwaygirl ciarki mnie przechodza, ze dziewczyny patrza bardziej na mily personel niz na kwalifikacje i sprzet jakim dysponuja szpitale. W moim przypadku wszyscy byli mili, usmiechali sie, budynek ladny, po wszystkim polozna ciagle do mnie zagladala jak nie herbatki to znowu pytanie czy tv mi wlaczyc... i coz z tego, ze byli mili jak nie mieli pojecia co robic jak byl czas na dzialanie. Mnie osobiscie malo obchodzi czy lekarz sie usmiecha czy krzyczy... czasami musi i krzyknac jak babka mu panikuje i nie robi tego co powinna ;-), zeby pomoc. W koncu slubu z nimi brac nie bedziemy, jak szpital wyglada wewnatrz czy na zewnatrz tez malo mnie obchodzi mieszkac tam nie bede. Najwazniejszy jest sprzet jakim dysponuja (czy sa gotowi na ewentualne komplikacje, tam gdzie ja bylam nie widzialam inkubatora nawet, ktory powinnien byc gotowy szybciej niz ja dojechalam do "szpitala" taki nasz polski standart, mam kolege pracujacego w pogotowiu i u nas w PL karetka informuje szpital co ma na "pokladzie" tak, ze zanim dojada szpital jest gotowy) no i kompetencje personelu.
Znowu sie rozpisalam.
 
Boże Myszka ale to prawdziwy horror!!! Co do perypetii szpitalnych całkowicie się z Tobą zgadzam... mnie tuż przed zabiegiem miał zbadać lekarz... nie wiem dlaczego nie dawałam się zbadać... mocno krwawiłam i musiał zobaczyć jaki jest stan szyjki macicy... krzyknął że musi mnie zbadac, że to co robię to panika i że zdrowie w tej chwili jest najważniejsze... zbadał mnie a ja płakałam jak dziecko... teraz już na spokojnie wiem ze to pewnie dlatego tak się blokowałam, bo bałam się że zrobi... krzywdę mojemu Dziecku, które już nie żyło:-(... aj te wspomnienia... ale to co Ty przeżyłaś... ściskam mocno!
[*] dla Sary...

Ja jestem po lekturze strony poronienie.pl trochę wzrusza, musiałam mieć chusteczki pod ręką...
Dziś mimo tego że dzień zapowiada się na dość pogodny nie napawa mnie optymizmem... umówię się na wizytę kontrolną i postaram się nie myśleć...
 
Myszka no ja niestety nie mam jak przebierać w szpitalach, bo tu jest tylko jeden na całe województwo, no ale się pocieszam, że niska umieralność noworodków i że bardzo skaczą nad kobietami w trakcie porodu, że zupełnie inaczej podchodzą do kobiet niż w czasie ciąży, no a biurokracja tu nie istnieje. Zobaczymy, na niektóre sprawy nie możemy wpłynąć. Będziemy się modlili tylko o jedno, by ta moja prowadząca była daleko od nas w czasie mego porodu.
Danutaski podwyższone TSH, ATPO też bardzo wysokie, pewnie jutro zrobi Ci jeszcze USG tarczycy (mam nadzieję, że mają tam sprzęt do tego) no i wygląda to jak Hashimoto. Ja miałam ATPO 205 i USG pokazało, że obrazowo też na Hashiomoto wygląda. Miejmy nadzieję, że tu jest winowajca, bo można to leczyć i ja poza tym, że codziennie rano muszę do końca życia brać hormony i schudłam bo poprawia się metabolizm, nie zauważyłam różnicy. No i jak nie wiedziałam, że jestem chora to o Dzidziusia staraliśmy się 5 miesięcy a po rozpoczęciu leczenia od razu się udało, nie wiem czy to miało znaczenie. Zadam Ci jeszcze osobiste pytanie, nie masz problemu z nadwagą, lub z utrzymaniem wagi? Bo przy niedoczynności jest słabszy metabolizm no i człowiek jest też bardziej apatyczny. U mnie było bezobjawowo, bo 47kg przy 159cm było i energią mogłabym obdzielić ze 3 osoby, no ale jak zaczęłam brać hormony to waga samoistnie zleciała w dół do 43 i już się martwić zaczęłam, bo gin kazała mi ważyć min. 45 przy zajściu w ciążę. Oby endo był łebski, koniecznie powiedz mu o poronieniu, no i czekam na wieści z wizyty.
 
Galwaygirl dzięki za info. Problemu z wagą raczej nie mam, do 23 roku życia miałam ok47kg, potem przybrałam do 50kg i tak utrzymuje mi się ostatnie kilka lat (wahania 49-51 ale to żadne wahania), wzrost 160. Często jestem zmęczona, ale dużo pracuję, zwalałam to na zbyt małą ilość snu i za dużo pracy. Powiem jutro o poronieniu i będę się domagać USG :) w ciążę udało mi się zajść przy 2gim miesiącu starań.
 
reklama
danutaski właśnie juz wiem że raz ci się pytałam czy nie masz tarczycy ????
wydaje mi się ze jednak przebadaj się dokładnie
danuśka z tym zmęczeniem to może być Hasimoto wychodzi z tarczycy

dziewczyny tak mi przykro przeszłyście bardzo a mi się kiedyś wydawało ze na zachodzie są warunki lepsze a tu zonk

ja z kolei nie mogę narzekać w kraju pomoc super lekarze też aż 3 nade mną skakało pielęgniarki z kolei do rany przyłóż
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry