reklama

Styczeń 2009

Emilka, ale super masz psiaki :tak: Ja kocham zwierzęta, uwielbiam psy, ale na razie mam kota i rybki.
Co do brania dziecka na ręcę to macie rację - to nie zabawka. Nie za bardzo też widzę odwiedziny zaraz po urodzeniu, najlepiej jakby za miesiac goście przyszli.
 
reklama
no u nas położne na szkole rodzenia właśnie ostatnio mówiły o tym odwiedzaniu w szpitalu i w domu zaraz po powrocie ze szpitala...mówiły żeby tak 2 tyg od porodu spróbować uświadomić znajomych i rodzinke żeby dali sobie spokój...że nie znamy sie z dziećmi swoimi jeszcze tak dokładnie, nie czujemy sie pewne w przypadku pierwszego dziecka, nie potrafimy wyczuć no i my czujemy sie przemęczeni a i dziecko nie jest zachwycone jak przewala sie tłum ludzi przez dom każdy chce dotknać na rąci wziąć...poza tym zarazki...
ja w sumie sie obawiam tych odwiedzin ...w szpitalu ja zryta po porodzie, nie znam dzidzi, nie potrafie jej wyczuć, może bedzie płaczliwa na przykład...a tu ciągle ktoś do kogo wypadałoby sie usmiechnać i odpowiadać na te same pytania typu jak ja sie czuje (a jak mam sie czuć po kilkunastu godzinach męki i nieprzespanej nocy przy dziecku?), wysluchiwania do kogo ono podobne itp...oni wpadną na chwile i pójdą odpoczac do domu a ja zostaje po całym dniu odwiedzin, usmiechania sie, udawania ze czuje sie wysmienicie i jestem taka silna i wstaje co chwila do glodnego dziecka...a w domu tez nie lepiej pałetający sie goście- źródła potencjalnych zarazków i każde chce mieć dzidzie na rekach a ja chce zwyczajnie spac jak ona jest chwile grzeczna..a przeciez nie wypada spac przy gosciach...a oni sa ciagle...wiem wiem rozpisalam sie i rozmarudzilam...ale opisalam sytyacje od strony mojej kolezanki ktora niedawno urodzila i juz mi zapowiedziala ze ona odwiedzi mnie najwczesniej 2 tyg po porodzie, zapowie sie wczesniej i zebym najwyzej dzwonila do niej jak bede czegos lub jej potrzebowala wczesniej...
 
Jak ja bym chciałam mieć kotka. Ale ta moja czarna paskuda zaraz by zagryzła:dry:.

Co do odwiedzin to ja juz zapowiedziałam ze jeśli ktoś chce przyjść to najwcześniej w lutym. Dziecko musi sie oswoić, nabrać trochę odporności i ogólnie ja sama musze sie przyzwyczaić do tych wszystkich zmian. Nie potrzebuje kręcących sie codziennie gości.
 
Ja zamierzam być asertywna. Moja kumpela założyła sobie, że nikomu nie daje dziecka brać na ręce - i nie dawała. To samo z wizytami. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś miał do mnie przyjechać niezapowiedziany. A jak zadzwoni się zapowiedzieć, to najwyżej na pytanie "kiedy wam pasuje?" usłyszy: "zadzwoń za jakieś trzy-cztery tygodnie, to ci powiem" :-)

Moi rodzice mieszkają daleko i pewnie przyjadą też dopiero za jakiś czas, bo musieliby zostać z noclegiem, więc nie będą chcieli robić zamieszania (czego akurat żałuję, mam bardzo fajną mamę i jej pomoc byłaby mile widziana). Pewnie na początku odwiedzi nas teściowa, ale już zapowiedziała, że ona nic nie pamięta, małych dzieci się boi i nie zamierza się wtrącać. Więc pewnie wpadnie i wypadnie. Za to już zaoferowała pomoc przy gotowaniu i sprzątaniu, gdybyśmy potrzebowali, więc ewentualne częstsze wizyty będą tylko na naszą wyraźną prośbę.

W efekcie tłumów gości się nie spodziewam. Mój mąż planuje wziąć cały możliwy urlop (no może trochę zostawi na wakacje), więc będziemy we dwójkę sobie radzić przez pierwszy miesiąc.
 
Emilka T chyba zaraz skopiuje sobie twojego posta i albo powysylam albo bede recytowac jeszcze przed porodem nadgorliwym gościom :wściekła/y::wściekła/y::wściekła/y: Normalnie napisalas wszystkie moje obawy i to co mysle na temat odwiedzin:baffled:
 
mój mąż urlopu mieć nie bedzie więc mam nadzieje, że ustrzele z porodem w te dni kiedy on jest...
moja mama bedzie pod ręka, w domu obok na tym samym podwórku...ale jej ciągle nie ma bo prowadzi własny interes i w domu jedynie sypia...obawiam sie za to tłumów gości niestety niezapowiedzianych w szpitalu..pewnym rozwiązaniem w domu jest moj pies-wyżeł on urzeduje na podwórku i nikt nie wejdzie póki wyraźnie na to nie pozwole hihihi wiec tak czy siak trzeba najpierw zadzwonic ale mozna zadzwonic spod bramy zeby psa zabrac...a top mi daje jedynie kilka minut na przyklejenie sobie usmiechu do twarzy...mało...
 
Ja najbardziej obawialabym sie wizyt ciotek, wujków itd. Na szczescie moja rodzina mieszka daleko od wawy, wiec raczej nie przyjedzie. Z rodzinką Pawla jakos sobie poradzimy, a moje 2 najblizsze znajome mogą przyjsc. Na pewno nie bedą mi przeszkadzac :-)
Mam dzisiaj mega dolek. Chyba hormony mi szaleją. Jutro rano jade na ktg i dodatkowo przez to sie stresuje :-(
 
Princess kopiuj i porozsyłaj na maila wszystkim z podpisem serdecznie zapraszam miesiąc po porodzie!
ja ją rozumiem bo widziałam co sie działo u niej...akurat mnie kiedyś zawezwała bo męża nie było a ona miała już dość wszytskiego łącznie z gośćmi nieprzydatnymi ze sie tak wyraże; więc ogarnęłam jej chałupe, zrobiłam zakupy, wyprowadziłam zwierzaki na porządny spacer i pogadałam z naszymi wspólnymi znajomymi że ona nie czuje sie najlepiej i lekarz zalecił więcej leżenia a mniej przyjmowania gości...
a ona miała sobie komu pomarudzić, poprzeklinać bez obawy, że ją zwymyślam albo poczuje sie poruszona, że młoda świeżo upieczona matka tak sie zachowuje zamiast tryskać energią z błyszczacym uśmiechem na twarzy i radośnie opowiadać o urokach macierzyństwa...
każdy kto ma zamiar odwiedzić świeżą mamusie w szpitalu powinien odpowiedzieć sobie na pytanie: czy miałby ochote uśmiechać sie do setnej tego dnia osoby, odpowiadać po raz setny na pytanie jak sie czuje i dziękować za setne śpioszki po kilkunastogodzinnym bólu porodowym, z obolałym krwawiącym kroczem, z wizją nie przespanej nocy przy dzidzi?
a jak już wybieramy sie do domu to co pomyslelibyśmy sobie na pytanie "czy mozemy ciebie dzis odwiedzic?" w przypadku kiedy od tygodnia nie mozemy przespac za jednym razem dłużej niż 2 godziny, cycki mamy popękane i obolałe a nic nie zapowiada że to sie skonczy w najbliższym czasie, krocze wcale jeszcze sie nie zagoiło więc ledwo chodzimy, wszelkie czynności przy niuńce są totalną nowością i wielki stresem, pochłaniają nam cały czas, nie mamy kiedy ogarnąc domu, zadbać o siebie, męża...cały świat właśnie sie nam zmienił i próbujemy wszystko poukładac, zgrać razem do kupy...chcemy tłumów gośći??
niech sie u licha każdy nad tym zastanowi zanim nas szybko odwiedzi radośnie popiskując "o jaaaakie śliczne"
 
reklama
No, ja szczerze liczę na wyczucie gości;-)Znajomi raczej wyczują sytuację, co do rodziny(szczególnie z mojej strony, gdzie to pierwsze dziecko z całego rodzeństwa i kuzynostwa)to boję się dymu. Mój dziadek najchętniej to by na porodówce już był;-)no wiem, pierwszy prawnuk. Właśnie ich najbardziej się boję, bo blisko mieszkają. Nie mają sił chodzić po schodach, ale jak się zaprą(a zaprą się przy pierwszym prawnuku)to bedzie ciekawie..
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry