Princess kopiuj i porozsyłaj na maila wszystkim z podpisem serdecznie zapraszam miesiąc po porodzie!
ja ją rozumiem bo widziałam co sie działo u niej...akurat mnie kiedyś zawezwała bo męża nie było a ona miała już dość wszytskiego łącznie z gośćmi nieprzydatnymi ze sie tak wyraże; więc ogarnęłam jej chałupe, zrobiłam zakupy, wyprowadziłam zwierzaki na porządny spacer i pogadałam z naszymi wspólnymi znajomymi że ona nie czuje sie najlepiej i lekarz zalecił więcej leżenia a mniej przyjmowania gości...
a ona miała sobie komu pomarudzić, poprzeklinać bez obawy, że ją zwymyślam albo poczuje sie poruszona, że młoda świeżo upieczona matka tak sie zachowuje zamiast tryskać energią z błyszczacym uśmiechem na twarzy i radośnie opowiadać o urokach macierzyństwa...
każdy kto ma zamiar odwiedzić świeżą mamusie w szpitalu powinien odpowiedzieć sobie na pytanie: czy miałby ochote uśmiechać sie do setnej tego dnia osoby, odpowiadać po raz setny na pytanie jak sie czuje i dziękować za setne śpioszki po kilkunastogodzinnym bólu porodowym, z obolałym krwawiącym kroczem, z wizją nie przespanej nocy przy dzidzi?
a jak już wybieramy sie do domu to co pomyslelibyśmy sobie na pytanie "czy mozemy ciebie dzis odwiedzic?" w przypadku kiedy od tygodnia nie mozemy przespac za jednym razem dłużej niż 2 godziny, cycki mamy popękane i obolałe a nic nie zapowiada że to sie skonczy w najbliższym czasie, krocze wcale jeszcze sie nie zagoiło więc ledwo chodzimy, wszelkie czynności przy niuńce są totalną nowością i wielki stresem, pochłaniają nam cały czas, nie mamy kiedy ogarnąc domu, zadbać o siebie, męża...cały świat właśnie sie nam zmienił i próbujemy wszystko poukładac, zgrać razem do kupy...chcemy tłumów gośći??
niech sie u licha każdy nad tym zastanowi zanim nas szybko odwiedzi radośnie popiskując "o jaaaakie śliczne"