mnie odwiedzał mąż i mama i koniec. Zwalił się tez siostrzeniec Tomka z kolega (miał byc chrzestnym) to na korytarzu plułam jadem i słałam złowrogie błyski z oczu. Ja nie miałam ochoty na wizyty i już, po 40 godzinach rodzenia, walce z cycem, ciagłym przystawianiu i modleniu się aby mały cos wyssał, nauce obsługi malucha i z tym bolacym kroczem (ja akurat mogłam siadac po turecku już 2 dni po) zabiłabym każdego kto mi zawraca głowę.
Ale zapowiedziałm to wczesniej i o dziwo poza tym jednym przypadkiem wszyscy posłuchali. mama Tomka przyjechała jakieś 2 tygodnie później, mój tata nie przyszedł do szpitala, rodzinka była taktowna, znajomi też. No ale ja zołza jestem i chyba nie chcieli się narażac.
A dodatkowo ladując na patologi załatwiłam sobie telefon zastepczy z kartą taktaka i numerem znanym tylko mojej mamie, Tomkowi i jego mamie, oraz dziewczynom z BB. I dobrze, bo jak Tomek przywoził mi mój własny raz na 2 dni to było pełno smsów w stylu "czy już" i nieodebranych połączeń.