Witajcie dziewczyny po weekendzie. Trochę Was poczytywałam w wolnych chwilkach, szczególnie śledziłam gorącą linię. Mam nadzieję, że dziś jakieś dzieciątko wyjdzie na zewnątrz a jutro przypada pełnia to może się posypią na całego. A pełnia przypada dokładnie o 8.13 czyli rano
Kalendarz faz Ksiyca a zatem już ta dzisiejsza noc może być ciekawa.
Ja już po parapetówce. Wszystko udało się ok. Panowie się trochę popili ale muszę przyznać, że naprawdę kulturalnie. Mój mąż to nawet kaca następnego dnia nie miał.
Dominik sobie spokojnie siedzi w brzuszku chociaż mam wrażenie, że już się powoli usadawia niżej. Wczoraj wieczorem tak się wiercił i wciskał a teraz mam wrażenie, że kopie trochę niżej a w nocy to wstawałam dziś siku w pewnym momencie to już co godzinę, więc kto wie może już się troszkę opuścił. Z resztą powiedziałam mu wczoraj, że jak mu jest tam niedobrze to niech lepiej wychodzi i prawdę mówiąc to wtedy zaczął się tak wiertolić. A tak w ogóle to mój mąż chciał mnie wczoraj wieźć di szpitala bo przestraszył się, że może mam zatrucie ciążowe. Od dwóch dni zaczęły mi jakoś bardziej puchnąć nogi ale tak naprawdę to głównie wieczorem a to w końcu możliwe, tym bardziej, że ostatnio nie było za bardzo czasu na odpoczynek w pozycji leżącej. Jednak przy moim nadciśnieniu, które mimo brania tabletek często przekracza 140/90 to jest to trochę dające do myślenia. Poczytałam z nim jednak trochę w internecie na temat tego, że puchnięcia szczególnie rano po wstaniu są niepokojące i to na dodatek nie tylko nóg ale rąk, twarzy i brzucha a ja póki co takich objawów nie mam. Białka w moczu też dotychczas nie miałam, więc mam nadzieję, ze nic złego się nie dzieje. Dziś rano moje nogi wyglądają lepiej a poza tym dziś mam dzień na odpoczynek z nóżkami uniesionymi w górze. Nigdzie się nie wybieram tylko leniu****ę. Jedyną rzecz, którą zamierzam dziś zrobić poza ugotowaniem szybkiego obiadu to poprać ciuszki, które wczoraj wreszcie przywiozła moja siostra od koleżanki. Chcę to zrobić bo trochę się boję, że jutro gin może chcieć mnie jednak wysłać do szpitala ale jakby co to będę z nim próbowała pertraktować, bo święta w szpitalu mi się nie uśmiechają. Niech mi da skierowanie na badanie moczu i usg i jak coś będzie nie tak to sama przecież pójdę do szpitala a jak będzie ok to wrócę do niego na kontrolę po świętach i niech wtedy decyduje już jak będzie uważał. Tylko, że z nim jeśli chodzi o skierowanie do szpitala to ciężko coś pertraktować... Ale święta w szpitalu mogę spędzić tylko już z Dominikiem na świecie a tak to wolałabym tego naprawdę uniknąć.