Kamag, Ty nie świruj z tym pokarmem. Cały net aż huczy od tego, że w pewnym momencie piersi miękną i to NIE znaczy, że pokarmu brakuje. To dobry objaw, bo organizm załapał, ile mleczka potrzeba i nie ma nadprodukcji, produkuje na bieżąco. Z karmieniem to jest tak, że jest popyt i jest podaż. Ściąganie laktatorem też NIE jest miarodajne. Po pierwsze laktator może już nic nie ściągać a dziecko i tak by było w stanie wyssać, bo ma lepszą technikę, a po drugie skoro laktacja się dostosowała do potrzeb Twojego dziecka to nic dziwnego, że dla laktatora za wiele już nie zostaje

Karm normalnie i nie próbuj wyliczać, ile tego mleka masz. Coś takiego, jak tracenie pokarmu, to baaaardzo rzadkie przypadki. Pamiętaj też, że w pewnym momencie przychodzą tzw. kryzysy laktacyjne, kiedy nasz organizm musi się nieco przeorganizować i dostosować na nowo do zmieniających się potrzeb dziecka. Wtedy dzieciaczek przez 2-3 dni może marudzić, wisieć non stop na cycu, być ciągle głodny. I to NIE jest powód do paniki i NIE jest powód do podawania butli. Wręcz przeciwnie. Trzeba przystawiać do piersi i przystawiać i przystawiać tak aż do znudzenia. I nie denerwować się.
Nisiao, cieszę się, że wysypka schodzi. My znowu trądzik niemowlęcy zwalczamy ale z marnym rezultatem. No nic, sam w końcu przejdzie. Ta skóra niemowlaka to mocno przereklamowane hasło, co nie?
Wizyta u laryngologa dopiero w przyszłą środę. I to prywatnie! Nie chcę myśleć, jakie terminy są państwowo. Dzisiaj idę do innego pediatry się poradzić, bo cały czas mnie to jego oddychanie przeraża. On nie tylko tak pieje podczas jedzenia, ale i w nocy potrafi, poza tym często słyszę, że ciężko mu się oddycha. Biedaczysko. A ja już naprawdę odchodzę od zmysłów. W ogóle ciągle tylko lekarze, lekarze, lekarze. Za 2 tygodnie wreszcie do urologa się dostaniemy (też prywatnie, bo państwowo to bym sobie jeszcze dłużej poczekała...) skonsultować nereczkę, bo na usg wyszło, że miedniczka nadal mocno poszerzona. Lekarz, który robił usg, oczywiście już mi widmo operacji snuł. To wszystko jest nie na moje nerwy.
Moje dziecię wisi w kółko na cycu. Nie dość, że przez to pianie jest mu trudniej, to jeszcze.. Chyba jest leniwy. Póki samo leci, jest ok. A potem jak ma się nieco wysilić to mi się szarpie, jest afera. I karmienie trwa dwie godziny. Już trochę tracę siły. Potem nieraz jest tak, że pół godziny przerwy i znowu dwie godziny na mnie wisi.