Mnie się w końcu udało zasnąć!Hip hip-hurrrra!!!!Normalnie co się kładłam to ktoś dzwonił albo pisał...Generalnie ciągle ktoś coś chciał odemnie.A ja wymiotowałam cały dzień.Aż przyjechał mężuś,przywiózł pyszny obiadek z naszej ulubionej okolicznej pizzerii(ale nie pizze bo nie mialam ochoty

) i jak zjedliśmy coś ciepłego.popiłam duuużą ilością pepsi to zarządził ciszę dzienną i utulił mnie do snu.Następnie wrócił do pracy.Biedaczek...Musi dzisiaj nie dość,że u siebie w pracy to jeszcze u mnie się pomęczyć.Swoją drogą jakbym przyszła to przeciez nie kazały by mi przenosić archiwum!Ale sie namęczy z tymi papierzyskami...
Z mężusiem śpimy "na łyżeczkę" cały czas właściwie.Zawsze blisko przytuleni.Wobec tego Zuzka kopie go regularnie w ten sposób od ładnych pary tygodni...Albo i już kilkunastu?Dzisiaj kocurek sie na mnie ułożył na boczku jak zasypiałam i też oberwał kilka ciosów

Ależ ta dziewczynka ma siły...Normalnie w szoku jestem,że taka kruszynka a jak przywali to...
Pępek nie wylazł mi na wierzch ale zrównał się właściwie z powierzchnią brzusia...Ja troszkę dalej niż Wy...33tydzień dziś się kończy tylko mnie się tego suwaczka nie chce zmieniać :-) Także jak patrzę na zdjęcia Sylki to myślę sobie:ale ładny,mały brzuszek :-) I oczywiście też myślę,że jestem gruba.Widze te uda większe niż zawsze...Nawet już teraqz to po łydkach widzę-ale to w przeciągu ostatnich 2 tygodni nabrały troche objętości.Zdaje się,że to przez gwałtownie rosnącą ilość krwi...I też mój mężus mnie pociesza,że wcale nie przytyłam tak bardzo i że głupia jestemI ciągle się uśmiecha i mówi,że jestem śliczna i że Zuzia też będzie taka śliczna po mnie...Jest taki słodki,że zaraz sie chyba popłaczę :-)