Witam z kawką, dziś na luzie już po wszystkim
Marianna nasza uroczystość rozpoczynała się o 16.00, byla kawa, tort, ciasto. Pogoda nam dopisała więc Tymuś troszkę na zewnątrz z babcią. Poniewaz każdy go witał i gadał do niego to koło 17.00 miał kryzys ale przeszło. My mieliśmy chrzest w małym dworku i spokojnie miałam zaciszny kącik dla siebie na piętrze, osobny pokój z którego wowczas skorzystałam. Później karmiłam na parterze ale w innym pokoju już nie odosobnionym ale nie chciało mi siędo góry a poza tym nie czułam skrępowania bo robiłam to w kąciku - nawet jak ktoś szedł to było ok. Dzieciaki się przyglądały ale ,.... no dla nich to coś ciekawego.

W kościele o 18.30, Tymek spał wiekszość mszy, w czasie chrztu też. Na koniec obudził się i śpiewał w głos z wszystkimi - to było super. Na wieczornej mszy nie było tłumów, kameralnie, pięknie po prostu.
Po kościele kolacja - goście rozeszli się do domu o 22.30.
Ogólnie jestem zachwycona uroczystością i przyjęciem. Choć wydawało mi się, że dwa placki są mdłe, tort za zimny (był lekko zmrożony) a mięso za wielkie kawały i 3 gatunki w panierce a prosiłam bez - nie znosze takiej panierki. Jedna sałatka za grubo pokorjona (nie lubię) ta tradycjna polska i z groszkiem i ziemniakami - nie robię tak w domu. Nie lubię ziemniaków w sałatce bo zamula tylko; a groszek nie pasuje.. No ale rodzina mnie sprowadziła na ziemie, że było wspaniale i wszystko dobre i mam nie przesadzać. No to odpuściłam.

Obsługa wspaniała, humory dobre. Naprawdę udało się.
Zaraz wstawię fotki na zamkniętym.
edit...
agniecha - faktycznie, ale super nam wyszło