Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.


Oj odwiedzający to była zmora jak ja leżałam w szpitalu, ja zapowiedziałam, że nie chcę odwiedzin w szpitalu i byli u mnie tylko mąż i siostra (nie na raz).
Ale leżałam z taką dziewczyną w sali, chyba jeszcze do szkoły średniej chodziła, byłam z nią 1,5 doby na jednej sali i przez ten czas zdążyli ją po za dziadkami odwiedzić chyba wszystkie ciocie i wujkowie oraz cała klasa ze szkoły. W pewnym momencie to chyba 30 osób na raz do niej było. Najgorsze, że ja początkowo miałam problemy z przystawieniem i musiałam karmić na siedząco w bardzo niedyskretnej pozycji i wzbudzałam duże zainteresowanie jej gości (szczególnie tych płci męskiej) do tego stopnia, że potrafili się do niej tyłem odwrócić i gapić na mnie jak karmię. Koszmar.
Pod tym względem jedynka jest naprawdę super.
Ale w szpitalu w którym teraz zamierzam rodzić kosztuje 250zł za dobę, wolę te pieniądze przeznaczyć na szczepienia dla małego.
Teraz jestem bardziej asertywna, w razie czego będę gryzła nadgorliwych gości :-).
Cóż najwyżej wyjdę na nieprzyjemną ;-).

Ja rodziłam w MSWiA na Wołoskiej i polecam ten szpital!
Przede wszystkim położnictwo jest odnowione, jest czyściutko, ładnie, a to ważne, żeby nie leżeć w chlewie.;-) Ja leżałam w izolatce, chyba z braku wolnych miejsc w salach ogólnych (jak ja rodziłam też już było babyboom, porodówka przeżywała oblężenie, jakiego nikt nie widział), cisza, spokój - jednym słowem rewelacja!
Oddział jest zamknięty, trzeba dzwonić domofonem, patrzą kto wchodzi i dobrze, bo niezbyt na miejscu jest, jak leżysz obolała, a do współlokatorki wycieczki przychodzą. Jeżeli chodzi o ojców dzieci, to praktycznie ich się nie wygania, mogliby równie dobrze "całą noc" siedzieć...
Personel w porządku, zwłaszcza pielęgniarki noworodkowe (byliśmy w szpitalu 2 tygodnie, z tego syn tydzień leżał w inkubatorze, więc miałam okazje Panie poznać lepiej).
Za salę do porodu rodzinnego płaciliśmy 100 zł (dodam, ze akurat ta sala w której rodziłam full wypas:-)). O znieczulenie sie nie doprosiłam, ale dziewczyna z którą leżałam dostała bez problemu (chyba trzeba jasno postawić sprawę, a nie prosić;-)) - zapewne odpłatnie.
Mam zastrzeżenie do lekarzy podejmujących decyzje, mi np. powstrzymywali poród, mimo, że miałam skurcze co 2 minuty i prawie pełne rozwarcie, chyba, zebym nie urodziła na ich zmianie przed 19...Jak przyszła nowa zmiana poszło szybko i Janek o 20.20 był na świecie...
Jedyne czego brakuje, to w łazienkach i pokojach płynów do mycia rąk w pojemnikach, przynajmniej na izolatce, nie wiem jak w głownych salach.
Ogólnie szpital na plus. Zwłaszcza po wizycie u Stopi na Inflanckiej (ja wahałam się między MSWiA, a właśnie Inflancką) mam porównanie. Mam nadzieję, ze Stopi się nie obrazi ;-), ale dla mnie tam jest meksyk...Milion dwieście odwiedzających, korytarz pękał w szwach od matek chodzących w dziećmi w wózkach, przez zajadających kanapki mężów, gadających przez telefony komórkowe dziadków, stryjków itd... atmosfera jak na bazarze, a nie w szpitalu, obskórne sale, brud, syf...przynajmniej na pierwszy rzut oka i porównując do MSWiA takie mam zdanie...
Rodziłam na Inflanckiej w kwietniu. Porody z uwagi na remont, odbywały wyłącznie w salach na bloku A czyli tych jednoosobowych. Bez dodatkowych kosztów. Miałam pokój z prysznicem, piłką, kosmicznym przyrządem i wygodnym fotelem dla osoby towarzyszącej. Położna (typ oschły ale kompetentny) zaglądała co jakiś czas, sprawdzając rozwarcie i podpinając ktg. Nie przeszkadzało mi to. Tylko badanie było bardzo bolesne. W sumie nie wiem czy to ja tak reagowałam, czy faktycznie położna robila to mało delikatnie. Ostatnia faza w pokoju lekarzy - mąż mógł być położna sama zapytała czy chcę aby ze mną tam przeszedł. Nie miałam nacinanego krocza. Po porodzie leżałam nadal (kilka godzin) w pokoju na dole; mogłam spokojnie się wykąpać. W sumie, po podłączeniu kroplówki, zostawiono naszą trójkę w spokoju i mogliśmy cieszyliśmy się maleństwem. Połozna przyszła tylko zobaczyć jak przystawiam małą. Coś tam skorygowała, aby dziecko głębiej zassało cyca. Przynieśli mi też śniadanie.
Generalnie - porodówka bardzo OK.
Gorzej z opieką po porodzie po przeniesieniu na 1 piętro. Niestety. Dyżurna połozna laktacyjna nie pomogła mi ani razu przystawiać dziecka - a jak zobaczyła pogryzione brodawki dala mi na nie maść do smarowania. Pediatra nie cacka się i od razu większość mam na mojej sali dokarmiała butelką. Mleko sztuczne dają dziwnie: nie ma jednego wybranego tylko jakie się akurat trafi. Ze szpitala ordynator "wywalił" mnie na początku drugiej doby. Mamy, które wyszły przed 3 dobą życia dziecka musiały potem stawić się w szpitalu na obowiązkowe w Polsce badanie (z nóżki dziecka pobiera się krew w kierunku chorób genetycznych). Takich mam jak ja było w poczekalni kilka. Przykre a,le najmilej z pobytu na 1-szym piętrze wspominam wyłącznie łóżko na pilota.

