Kochane, ja wiem ze jak juz dzidzia bedzie przy mnie to bedzie ok, ale nie widze powodu zeby wczesniej sie nacierpiec, skoro moge tego uniknac. Wiem, ze wiele dziewczyn podchodzi do szpitala tak, ze nie oczekuja nic specjalnego i potulnie godza sie na takie warunki jakie dostana. Bo wydaje im sie ze tak musi byc. A ja tak nie chce
Jak to moglabym chciec uciec przy szyciu? To nie znieczula tylko tak bedzie mnie bolalo, ze az sie bede wyrywac? Ludzie, to jakies sredniowiecze.
Poza tym pozycja lezaca do parcia naturalna nie jest, to wlasnie podczas takiego parcia najczesciej peka krocze, trwa to wszystko dluzej i jest bardziej bolesne. Ja nie jestem masochistka.
Warunki porodu sa wazne. Moja kolezanka tak zle przezyla swoj porod, ze teraz nie zamierza juz miec wiecej dzieci - chce sie wysterylizowac.
Wiem, ze nie kazdy tak dramatycznie to przezywa, ale dlaczego jakakolwiek traume przezywac, skoro mozna inaczej?
Brr, nie, kochane, warunki porodu sa bardzo wazne. Szczegolnie jak bedziemy traktowane. Wazny jest i usmiech poloznej, ale tez ich gotowosc do wspolpracy z rodzaca- podkreslam wspolpracy. To nie moze byc tak, ze polozna jest kapralem a ja poslusznym szeregowym, ktory kladzie uszy po sobie i robi co mu kaza, nawet jak nie ma na to ochoty. Sam porod jest wystarczajaco trudnym doswiadczeniem, zeby jeszcze dodatkowo to sobie utrudniac.
Polozna moim zdaniem ma byc pomoca, wyrozumiala, jesli ja np. powiem ze najwygodniej jest mi w kucki, to o ile nic zlego sie nie dzieje, to powinna sie na taka moja pozycje zgodzic. A podejscie z gory, ze kazda rodzaca ma lezec uraga i mojej godnosci i od razu przekresla wszelkie szanse na porozumienie. Tam po prostu z gory sie zaklada, ze rodzaca nie wie co jest dobre, bo oni wiedza lepiej. A skad takie przekonanie? W koncu mamy za soba miliony lat pracy natury.