Powiem Wam Dziewczyny ze nie miałam jeszcze tak mieszanych uczuć i dawno nie czulam sie tak zle psychicznie.Kilka lat temu usłyszałam ze mam PCOS. Dla nastolatki nie był to jakiś nius zwalajacy z nóg. Tak myślałam do niedawna. Stało się jednak coś bardziej poważnego. Rysa w psychice...kilka lat temu zaczęłam myśleć ze dziecka się nie doczekam.i to do dziś echem odbija się w mojej głowie. Potem rozpoczęło się szukanie specjalisty od PCOS,kolejni lekarze, jeżdżenie do Warszawy i innych miadt, litanie z badaniami. Zdania lekarzy byly podzielone. Dwoch stwierdziło ze absolutnie to nie PCOS. Kolejni ze może być ale niekoniecznie a zdarzyli się też tacy pewni na 100 % ze jestem na to chora. Zdanie i argumenty dzisiejszego prof z Lublina pokrywają się z tymi lekarzami którzy odrzucili juz dawno PCOS. Prof przekonywał mnie aż do momentu kiedy stwierdził że ja od pcos powinnam się już odczepić myślami. Dlaczego się dziś nie ciesze ? Dlaczego nie skacze z radości ? Przecież wiele kobiet oddaloby wiele za taką diagnozę, za pozbycie się paskudnego zespołu policystycznych jajników. Rypnijcie mnie bo jestem durna