A ja jestem przerażona ilością badań, skierowań i lekarstw które w Polsce otrzymują ciezarne. Wszystkie równo, jak leci. Obojętne czy ciąża zdrowa czy zagrożona. Co wizyta USG? Ja bym nie mogła. Wizyta co tydzień? Ale po co? Jeśli ciazy nie trzeba intensywnie monitorować to czy to naprawdę ma sens? Co ten tydzień zmienia? Zwłaszcza w drugim lub trzecim trymestrze? Dla mnie to strata czasu.
Swoja droga to ciekawe....Polki chodzą na usg co tydzień ale maja opory przed szczepieniem dzieci. Jak dla mnie paradoks.
Dodatkowo w Polsce większość i tak musi chodzić prywatnie wiec taka wizyta kosztuje.
W UK, fakt, podchodzi się do tego inaczej. Opiekę dobiera się indywidualnie do osoby. W pierwszej ciazy miałam wizyty co tydzień. Pierwsza ciąża, stresowałam się, położna nie miała nic przeciwko. Te wizyty darmowe. Podobnie jak leki, szczepienia dla mnie czy dziecka, wizyty w szpitalu, konsultacje usg. W Polsce, jak czytam to forum, to co druga ciezarna decyduje się chodzić prywatnie bo na państwowej opiece to albo się czeka pół roku albo trafia się na kowala a nie położnika...
W drugiej ciazy wizyty miałam już rzadziej. Byłam spokojniejsza, nie odczuwałam potrzeby łażenia co tydzień do położnej.
USG ma się zaleznie od sytuacji. Jak ciąża przebiega prawidłowo to po cholercie usg co tydzień? Naprawdę, po co? Robią jedno w 12 tygodniu, drugie w 20 i na tym koniec. Jeśli ciąża rozwija się prawidłowo.
Jeśli są komplikacje to ma się usg częściej. Ja w drugiej ciazy miałam dwa dodatkowe. W UK nie oferuje się wszystkim jak leci cotygodniowego USG. Jak już ktoś naprawdę potrzebuje to są prywatne kliniki, gdzie można sobie zamówić kompleksowe usg. Wbrew pozorom ten serwis jest tani jak barszcz.
Co do porodu SN to nie wiem, nie mam doświadczenia. Miałam planowane cesarki za każdym razem. Dostawałam date, zjawialam się w szpitalu, gdzie czekało na mnie moje własne czyściutkie łóżko, moja własna prywatna położna (szpitalna) i miejsce dla jednej osoby towarzyszącej. Bo w UK przy cesarce może być jedna osoba. Zabiegi odbywały się sprawnie i szybko. Anestezjolog obecny, pediatra w pokoju, położna w gotowości. Dziecko od razu ze mną. Przez kilka godzin po, dopóki schodzi znieczulenie, opieka na tyle dyskretna, ze nie sprawia kłopotów.
Co do przypadłości dziecka...to tez zależy od podejścia mamy. Ja z pierwszym dzieckiem tez na okrągło do szpitala latałam bo mała miała to tamto sramto. Tez wychodziłam zrozpaczona, ze się moich obaw nie brało poważnie. Ale z perspektywy czasu, wszystko to co mi wtedy lekarze mówili, okazało się prawda. Z wiekiem dziecku się poprawiło, jakieś moje urojone obserwacje zniknęły. Bez jakichkolwiek leków, wspomagaczy, innych substancji.
Jeśli chodzi o moje przypadłości to nie wiem...żadnych wiekszych nie odczuwałam. Te, które miałam wcześniej zdiagnozowane od razu zostały wzięte pod uwagę i na opiekę w tym temacie tez nie mogę narzekać.
Nikt nie patrzy na ciąże przed 12 tygodniem. To fakt. Nie wiem dlaczego tak jest. To jest jedyny kiepski aspekt opieki w UK. Chociaż może pod opieka kliniki bezpłodności wyglada to inaczej? Nie wiem. Napewno o skierowanie do niej łatwiej niż w Polsce. Ja przynajmniej nie miałam wiekszych problemów.
Dzieci maja zazwyczaj pierwszenstwo w dostępie do opieki lekarskiej. Jak pójdę rano to na popołudnie tego samego dnia dziecko będzie widziało się z pediatra. Takie są przepisy.
Moj synek w czwartym tygodniu otarł się o zapalenie płuc i myślałam, ze mnie konsultant w szpitalu zamęczy ciągłym sprawdzaniem, mierzeniem, wzywaniem dodatkowego eksperta i rozległymi dywagacjami nt różnych możliwości i dostępnych terapii. O drugiej nad ranem w sobotę...na szczęście obeszło się bez zapalenia płuc i mały wykurował się dosyć szybko.
Nie wszystkim pasuje taki model opieki, nie każdemu pasuje, nie każdy trafia na dobrych lekarzy i nie każdy potrafi się o swoje upomnieć. Ale ja wiem, ze na dzieci bym się w Polsce nie zdecydowała, głównie z powodu opieki okołoporodowej..