Nasze urodziny też za nami. Było w sumie kilkanaście osób i panował taki chaos, że przez pierwszą 1h mała wpadała w ryk i histerię. Nawet nie będę Wam pisać, kto robił największe zamieszanie, bo to było żałosne. Niektórzy woleli ewakuować się do pokoju, w którym były dzieci, bo tam było spokojniej ;p
Prezenty były za duże i zbyt kosztowne jak na mój gust. Jedzenia oczywiście za dużo. Myślę, że ogólnie było fajnie, ale ja się stresowałam wszystkim i jak już się skończyło odetchnęłam

Tort piekłam sama i wiele razy sama siebie za to przeklinałam ;p Od początku, od pierwszego rozbitego jajka, wszystko zapowiadało porażkę. Naprawdę nie wiem, jakim cudem tort upiekł się idealnie i taki też był w smaku (orzechowy z kremem kawowym - moja ulubiona kombinacja). Niestety nie przemyślałam dekoracji i tak upiększałam, upiększałam, że zaczął powstawać przerażający, obrazek. No to zaczęłam ratować, niestety przez dodawanie ;p Ogólnie na koniec wyszło takie coś, że już mogłam się z siebie tylko śmiać
Jedyne, co mnie pociesza, to że następne urodziny dopiero za rok.
I że mojego tortu nie lizało żadne zwierzę w odróżnieniu od tortu Rojku



*)
Szczerze uważam, że przy Waszych wspaniałych ciastach moje wygląda jak wóz drabiniasty strugany scyzorykiem przy Maybachu, ale trudno ;p

Może Miśka mi wybaczy....
