ja ostatnio zrobiłam numer. Poszłam do spowiedzi, nasz ksiądz nie należy do niskich osób (myślę, że ma gdzies 1,8 wzrostu).
No i żeby lepiej się skupic na tym co mówię zamknęłam oczy. W pewnym momencie otwieram, patrze przed siebie, a tu nikogo nie ma w konfesjonale...
(u nas zamiast kratek są takie deseczki - przypominają żaluzje). Patrzę do góry: nikogo, na dół - nikogo... zdębiałam. pomyślałam sobie, że klęcze przy pustym konfesjonale i nie moglam sobie przypomnieć, czy tam wogóle ktoś był... Szok.
No i wyszłam, zobaczyłam z przodu... Ksiądz był. Ja na to: Jest ksiądz? On: Jestem i słucham!!!
Myślałam, ze tam zemdleję. Mały kościół, pełno ludzi a ja takie cyrki odstawiam...
Wróciłam, dokończyłam spowiedź... Potem jak ten ksiądz zbierał ofiarę, wymieniliśmy spojrzenia, usmiechnęliśmy się... To po prostu ja!!!
