Impreza była oczywiście my nie wzięliśmy w niej udzialu, po imprezie wielka wojna nasza z teściową, teraz już jest sytuacja opanowana, za to z mężem się nie możemy dogadać, on chodzi wściekły bo teściowa do tej pory nie była na cmentarzu na grobie naszej córki, teściu był z nami, a po drugie nikt z rodzeństwa męża do tej pory nie złożył nam kondolencji nawet w dwóch słowach, a nawet w pracy koledzy składali mężowi kondolencje, meza przez to nosi, i przez to się niepotrzebnie kłócimy o głupoty, ja do pracy jeszcze nie wrócę, może od września, choć też ciężko będzie mi znaleźć coś po tak długiej przerwie, po drugie boje sie jak to ograne, bo za nam nikt nie pomoże, choć dzieci będą w przedszkolu to może być ciężko bo wiadomo katary grypy, młoda ma już trzy tygodnie katar porządny, wiec bardziej myślę o złapaniu czegoś zdalnego lub na 1/4 etapu, bo wiecie mieszkamy na wsi, mamy małe gospodarstwo, więc pracy trochę w domu i przy domu jest, w zasadzie jak wstanę rano o szóstej to cały dzień na nogach do 21-22, jak odwiozę młodego do przedszkola, to wpadam do domu robię obiad, potem na pole coś porobić koło naszego dobytku, szybko obiad zjeść i po młodego do przedszkola, przyjedziemy do dzieci jedzą, przebieranie itd i znowu jakaś robota wypada, wiecie mąż duzo remontuje sam, ja też jak nie plewienie to przetwory bo trochę mamy tego w sądzie czy warzyw jakieś pranie, i taki młynek do wieczora, potem kolacja dla dzieci a ja sama jem czasem dopiero koło 21 o ile dzieci już śpią, a co do córeczki, dopiero teraz odczuwam że już jest tak jak powinnio... dopiero teraz czuję jak to jest nie mieć nad głową bata w postaci szpitali, lekarzy i żyć w braku poczucia wolności, być ograniczonym przez chorobę i wykończonym psychicznie strachem że życie będzie ciężkie, związane tylko ze szpitalem lub organizowaniem i prowadzeniem szpitala w domu. młoda jest w niebie i jest jej tam dobrze, my mamy jej zdjęcia na ścianach i często z nią gadamy lub po prostu patrzymy w jej oczy i wszystko się uspokaja w środku w nas.