Filip mial wczoraj operacje w znieczuleniu ogolnym (bylo mi bardzo ciezko zostawic go po tym jak odplynal i zasnął, a zwłaszcza ze jak sie tam znalazłam na operacyjnym to mi wróciły wspomnienia z cesarki i ze też płakałam, utyle ze ze szczescia), ale Filip jest bardzo dzielny i silny, zrobili biopsje, założyli w cialku te koszmarne rurki co sla chemię do serca i sonda obejrzeli pęcherz czy jest ok. Lekarz mowil, ze biopsja nie byla latwa (dziadostwo siedzi tuz za pecherzem i jest dobrze unaczynione), ale ze wszystko poszlo dobrze. Teraz we wtorek mamy tomografie calego cialka, a w srode wynik biopsji.
Filipciu kochany jest niesamowity i silny, zaraz po wybudzeniu im krzyczał i zaczal krwawic (jak podsluchalam pielęgniarki), ale był wygłodniały, podali mu paracetamol i jak po niego przyszłam to sie uśmiechał dookoła, a na sali dopadł do cyca. Oczarowal wszystkie siostry na oddziale, swoim uśmiechem i wielkimi oczkami, do tego jest najmłodszym pacjentem.
Teraz czekamy nerwowo i na ten tomograf i na wynik biopsji...
Futrzaczku pytałam lekarz onkolog jak to mozliwe, ze takie malenstwo i guz, odpowiedziała, ze czysty przypadek, trafilo na nas. Nie palilam, nie pilam, dbalam o siebie w ciazy i przed nią, ale to chyba nie ma związku, babki palą w ciazy, a nie rodzą dzieci z guzami.
Hope w wypisie podali, ze to miesak, uczepia sie miękkich tkanek. Nie chce teraz nic czytać o tym, chyba ze na fachowych medycznych portalach, ale nie ciągnie mnie
