Czesc Dziewczynki!
Filcia dopadla goraczka zeszlej nocy i trafilismy do szpitala na antybiotyk dozylny. Dziwna rzecz, bo sie okazuje, ze krew sie odbudowala i nawet odpornosc jest juz powyzej 1, czyli po prostu organizm zwyczajnie walczy z czyms. Temperatura utrzymywala sie caly dzien powyzej 38, a nawet 39, az w kocncu teraz na noc zelzala troche. Dziecko ma apetyt, tylko raz po jogurcie zwymiotowal, poza tym chce jesc.
Nie pozostaje nic innego, jak czekac jeszcze pare dni. Zabkuje na potege, jeszczenie wylazla ostatnia czworka, a trojki opuchniete ze alaaa...
No i wciaz dostaje antybiotyk na bakterie jelitkowe, do srody. Na szczescie kupy sie unormowaly.
Jestesmy po spotkaniu z genetykiem, beda badac czy u Filcia nie wystepuje zespol Li Fraumeni (wadliwy gen P53 skazujacy osobe na chorowanie na raka, jest 500 rodzin na calym swiecie z tym syndromem).
Mam nadzieje, ze za kilka dni bedziemy mogli sie skupic przede wszystkim na dobrym jedzonku dla Filipka...