Ale jazda! Pewien wariat zakupil dzis blender. NIe mialam bo nie uzywam, a "przeciez trzeba bedzie zupki przecierac". Tenze wariat zapodal dzis wozek dzieciecy - to juz w mojej przytomnosci i pod czujnym okiem - bo dziecko musi miec swoj pojazd. Wozeczek cacusny, zapowiada sie wygodnie dla dziecia i wygodnie dla nas, jedyny minus (powazny dosc) to ni cholery po zlozeniu nie chce sie miescic w fiescince. Tako, model Natalie - frymusne sa teraz te wozeczki, zalezalo mi na duzych kolkach i miekkim zawieszeniu wiec mam, wyglada ze funkcjonalny, uniwersalnie popielaty z jasniutkim bezem. Przestronny, ma mozliwosc zabezpieczenia przed wiatrem, a tutaj to cenne. Ten sam wariat kupujac zwir dla kotow, sprawdzal jak sie zapinaja pasy w dostawce dla niemowlat do marketowego wozka. Zdazyl pochwalic sie swoim rodzicom, dzis opowiadal bratu, generalnie szczescie z faceta kazdym porem wylazi.
Koty testuja wozek. Zaczely od bagaznika - najpierw Miyuki, potem Klaczek, potem Hino przylazla sprawdzic czy poprzednicy dobrze sprawdzili. Teraz Miyuki spi w gondoli, Hino okupuje wkladke-nosidlo. Sprawdza jakosc podszewki zapewne.