Gosiu super, że z Maluszkiem wszystko ok i że odetchnęłaś z ulgą. Szał zakupowy czas zacząć :-)
Gosia, Czarna Co do paragonów, pokwitowań itd. Jeśli dajemy kasę na podręczniki czy początek roku, to wysyłamy ją z dokładnym opisem przekazem pocztowym. Nic do ręki ex. Prosta zasada. Paragony też zbieramy. Problem polega na tym, że mimo udokumentowanych wydatków, rok temu sędzina powiedziała, że ją rachunki i paragony nie interesują, ponieważ obowiązkiem rodziców jest łożenie na dziecko w takim stopniu w jakim ono tego wymaga. Więc mogliśmy sobie te świstki wsadzić w d... I podwyżkę dostaliśmy. Wszystko zależy od sędziego. Twój kolega miał farta. Dlatego jeśli następnym razem jak ex napisze pozew znów dostaniemy podwyżkę, to skończą się jakiekolwiek dopłaty. M nie jest studnią bez dna. Z jego wypłaty co miesiąc już połowa idzie na tamto dziecko. Do tego dodatkowe wydatki jakie M ponosi... Nie będę miała wyjścia jak tylko powiedzieć dość. Alimenty alimentami. Płacić trzeba. Ale żadnych gratisów. W końcu alimenty są obliczane na wszystkie potrzeby dziecka. A nie jak ex wmawia mojemu M, że to zaledwie na jedzenie starcza (jakie dziecko miesięcznie przeje łącznie 900zł?!)... A na naszą rodzinę też musi starczyć. Zwłaszcza jeśli prawo jest tak ułomne, że mimo iż ojciec się stara dofasala mu więcej, bo mamuśka potrafi odstawić łzawą szopkę w sądzie. Gdzie tu sprawiedliwość? M zarabia legalnie, wykazuje prawdziwe zarobki, ex zarabia jak na pełnym etacie, wykazuje 315zł brutto, dzięki czemu zbiera wszystkie możliwe zasiłki i dodatki, do tego ma alimenty, które w niewielkim stopniu idą tak na serio na dziecko, więc suma sumarum ma więcej niż M. I ciągle jej mało. Bardzo ciekawe, że kiedyś za pensję M żyli w trójkę, a teraz nagle okazuje się, że połowa pensji M na samo dziecko nie starcza... Cuda normalnie... Ja nie jestem wrogiem alimentów. Jak ktoś ma dziecko to musi na nie łożyć. Proste i logiczne. Ale jestem wrogiem systemu jaki w naszym kraju ciągle funkcjonuje: wiecznie pokrzywdzona matka-Polka i ojciec traktowany jak bankomat. Gdyby było inaczej - sędzina na ostatnich naszych rozprawach prosto zapytałaby ex czemu nie zmieni pracy, skoro zarabiając 315zł brutto nie jest jej stać na zapewnienie dziecku drugiej takiej samej kwoty pieniędzy jakie ma zasądzone przez sąd w wyroku rozwodowym (utrzymanie dziecka po połowie). Ale nikt jej o to nie zapytał. Tak samo jak nie zapytał skąd bierze pieniądze na miesięczne wydatki jakie przedstawiła, a jakie przerosły sumę alimentów dawanych przez M i jej 315zł brutto...
Agatko będziesz testować? Czy to tylko takie podpuszczanie nas?