Jestem nową użytkowniczką tego forum. Jestem w 9 tygodniu ciąży obecnie jestem sama. Tak samo jak wy trafiłam na nieodpowiedzialnego faceta, staram się być silna bo wiem, że muszę ale jakoś mi to nie wychodzi. Jedynie myśl o moim maleństwu dodaje mi siłę. Napisałam kilka słów rozpaczy jak się dowiedziałam, że on nie chce tego dziecka:
Ja już po prostu nie mogę tego wytrzymać. Zostałam samotną ciężarną, bo mój były facet nie potrafił stanąć na wysokości zadania powiedział, że on nie chciał dziecka i że to mój problem. Nie mam już siły jestem rozdarta i przygnębiona, nie mam siły się cieszyć z tego, że będę mamą przecież to najlepszy okres w moim życiu, nie potrafię sobie z tym radzić. Ciągle zastanawiam się, co ja takiego zrobiłam, że on jest taki przecież było dobrze. Powoli układaliśmy sobie życie sam tego chciał – być ze mną dzielić się dniem i marzeniami, aż tu nagle takie coś!!!
Siedzę w domu całymi dnia i próbuję zabić czas, mam nadzieję, że jednak on się odezwie, że zrozumie swój błąd i przeprosi za wszystko, ale ja wiem!! To jest tylko moje marzenie. Po prostu pozbył się ciężaru, niepotrzebnego bagażu, zostawił go na dworcu, bo był zbyt uciążliwy w dalszą drogę. I znowu zastanawiam się, co ja takiego zrobiłam szukam w sobie winy chcę jakoś uzasadnić tą cała chorą sytuację i nie potrafię znaleźć sensownego rozwiązania.
Mój dzień wygląda jak.... aż brak mi słów!!! Pytam się ile to wszystko potrwa? Czy w końcu znajdę w sobie radość, by cieszyć się dzieciątkiem, które nie jest niczego winne? Czy dam radę sobie sama wiedząc, że on ma to wszystko gdzieś? Jak przetrwam ten cały czas?
Boję się!!!! Moje codzienne łzy są coraz bardziej bolesne jak małe igiełki, które atakują moje serce. Ten stres atakujący mnie całą jest nie do wytrzymania! Moje życie stało się jednym wielkim koszmarem czasami gdy choć na chwilkę się opamiętam myślę o małym dzidziusiu, który jest we mnie i czeka a raczej powoli się pcha na ten okrutny świat bez ojca bez możliwości zaprotestowania temu wszystkiemu. Wtedy nabieram na razie małych sił do przetrwania tego wszystkiego staram się dobrze czuć dla dziecka, na razie słabo mi to wychodzi, bo być może jeszcze za wcześnie, dopiero kilka dni minęło od naszego rozstania, ale dla mnie trwa jak wieczność.
Każdego ranka obiecuję sobie, że dziś będzie inaczej, że wezmę się w garść nie dla siebie, lecz dla nowego życia w moim brzuszku i jak na razie mi się to nie udaje, popadam w rozpacz a łzy leją się po policzkach. Wtedy nawet nie mam siły podnieść ręki a w myślach krzyczę tylko, dlaczego mnie to spotkało i co takiego zrobiłam okrutnego, że on nas tak potraktował?!
Staram się wyżalić na elektronicznej kartce mając nadzieję, że będzie mi lżej, że to, choć trochę pomoże. Uświadamiam sobie, że muszę porzucić wiarę w jego powrót, nie mogę żyć nadzieją, bo nigdy się nie pozbieram. Muszę zacząć myśleć nie osobie i o mojej rozpaczy tylko o tym maluszku we mnie. Jest to strasznie trudne i jak na dzisiejszy dzień dla mnie nie osiągalne, ale mam nadzieję, że z czasem małymi krokami dam radę.
Rodzice starają się mnie wspierać, ale pewnie też zdają sobie z tego sprawę, że tak to wszystko nie powinno wyglądać. Nie chcę siedzieć u nich na garnuszku, nie chcę być tym razem ich ciężarem, przecież nie po to byłam z nim i mu ufałam, żeby teraz się spodziewać czegoś takiego. Takiego ciosu się nie spodziewałam!!! Moje karty przyszłości widzę w czarnych kolorach. Teraz muszę walczyć zebrać siły i starć się aby moje dziecko nigdy czegoś takiego nie zaznało. To musi być mój priorytet mój nowy cel w życiu.
Strach, który panuje w moim całym ciele jest tak porażający, że na samą myśl staram się udawać, że to wszystko tylko zły sen. Jedyna osoba, która może sprawić żebym się obudziła ma to wszystko gdzieś, chyba ważniejsza jest teraz dla niego butelka wódki. Nie mam szans na szczęśliwe zakończenie!
Może tak miało być? Może dobrze, że tak się stało? Mam nadzieje, że kiedyś obudzę się rano i będę szczęśliwa z decyzji, którą podjęłam!
Racjonalnie myśląc dobrze zrobiłam wychodząc od niego, tylko nie boli mnie teraz umysł a serce! Jest złamane ale myślę, że jeszcze się zagoi.